środa, 9 czerwca 2010

Żeby nie myśleć o nauce ;D

Za mną już 2 poranne kawy, a i tak mózg nie może wyjść z trybu działania: nocny. Tłumaczę sobie to tym, że tej nocy było dość dziwacznie, i to na pewno dlatego.

Kładąc się spać, zarówno Aneszka, jak i ja, miałyśmy nastroje podłe jak dwie małpy w zoo, tłuczące się po łbach skórką od banana, ot tak, bez powodu (dla sportu, rzec by można).

Na szczęście - opiewany w ostatnim poście - brak problemów z zasypianiem - szybko wyrwał mnie z posępności ;) I tutaj temat właściwy posta: SNY Malutkiej.

Tej nocy miałam 3 zupełnie różne sny. Płynnie przenikałam z jednego w następny. Szybko przystosowywałam się do zmian w otoczeniu, do zmian barw i emocji towarzyszących.

Pierwszy.
Była msza w kościele, a ja wpadłam do środka, zziajana, po to, by przekazać znajomej jakąś informację od rodzicielki, spisaną na kartce. Kara zamiast siedzieć w zwyczajowej przedostatniej ławce - usiadła w pierwszej. Malutka, przebijała się więc przez tłum i w krótkiej (w snach takie rzeczy możliwe bardziej, niż w Erze) spódniczce gnała do przodu, coraz bliżej ołtarza... Nie w smak byłoby przecież przesiedzieć w kościele ponad pół godziny, gdy w głowie buzowała świadomość spotkania niecnego, a przyjemnego, umówionego na za kilka minut :) Spotkanie niecne dodawało Malutkiej odwagi, by wreszcie stanąć przed Karą i podać jej, co podać trzeba było. Sen kończył się w momencie, gdy wybiegałam z kościoła, z miną triumfalną i wybitnie zadowoloną :))))))

Drugi.
Malutka siedziała na Sarmackiej. Była zamknięta i nie mogła się wydostać. Miotała się od ściany do ściany. Mieszkanie było zupełnie puste, pozbawione wszelkich mieszkańców i sprzętów - został tylko koc na łóżku (zresztą koc mój własny, darowany lokatorowi ulubionemu). Biel ścian powodowała fixum traumum, cisza - głośniejsza niż garkotłuki na koloniach - razem wypróżniały mi mózg, tworząc takie dziury, że zastanawiałam się, czym to zaszyć lub zakleić? Jedynym pozytywnym aspektem zaistniałej sytuacji były dostarczane mi niewiemjakniewiemkiedyniewiemprzezkogo pączki od Kandulskiego, których pudełko leżało ciągle pełne, mimo mojego wyjadania, na parapecie tego pokoju, który znam najlepiej. Wreszcie doszłam do tak monstrualnych rozmiarów, że pękłam, jak balon, który ktoś nadmuchał na dużej głębokości i chciał się z nim wydostać na powierzchnię (a tu wiadomo ciśnienie robi swoje i się balonikowi robi trach). Koniec snu.

Trzeci.
Malutka grała w szachy (jeszcze żeby umiała). Grałam z Jovanem. On miał białe pionki, ja czarne. Partia toczyła się i toczyła. Statycznie bardzo. Prawie nie dostrzegałam ruchu. Wszystko przesuwało się w niezwykle zwolnionym tempie, w zatrzymaniu wręcz. Wreszcie przegrałam i Jovan w nagrodę pożerał jakieś psie ciacha. Psiak położył mi głowę na kolanach i w sumie nic więcej. On leżał, ja się gapiłam na obraz, który pojawił się znikąd. Wielkie płótno, całe pomazane, jakby przez sforę dzieciaków z przedszkola. I z obrazu zaczęły wychodzić kolory. I tak, Malutka miała niebieskie ręce, zielony nos, czerwone ucho, brązowe usta i kretyńsko różowe nogi - bleeeeeeeeeeeeee.

Wybudził mnie sms. I dobrze, bo jak wyobrażę sobie, że mogłabym spojrzeć w lustro i zobaczyć siebie w wersji: TĘCZOWA MALUTKA, to lekko nerw mi się załącza...

Rano: okazała się, że ktoś zamknął nam okno, bo od kiedy w Poznaniu jest ciepło i pogodnie, okna nie zamykamy w ogóle. A jednak - rano było zamknięte. Ani Aneszka, ani ja tego nie zrobiłyśmy, a przynajmniej żadna z nas tego nie pamięta.

W dodatku - mam taką wielką rysę na plecach... Cosik mnie podrapało nocą. (Aneszka zauważyła, gdy się odziewałam ślicznie). Trudno samej sobie zrobić coś takiego, nawet we śnie. Krasnoludki? Lunatykowanie? Inny czort czy licho? ;)

Dziwna noc.
Długa noc.
(Może dziadów?)

Teraz - mam pisać, a nie przejawiam ochoty do tego najmniejszej... Chcę już piątku i pierwszych kotów za płoty. Dam radę? Jasne, że dam. Bardzo chcę. I bardzo mi się to podoba :)

Pozdrawiam z nad kubka maślanki: pieczone jabłko.
Miłego dnia :) :) :)
I energiiiiiiiiiiiiii (a jak macie nadmiary - to ja przygarnę - się przyda do mgrki )


Ps. I jak to zrobić, żeby mi się nie chciało nie chcieć, a chciało chcieć? Bo nie wiem :)))))))))))
Ps.2. I kocha się dalej :))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))
Ps.3. Odbija mi, poozyyytyyywnieeee.
Ps.4. Zaległe zdjęcia?


Ps.5. Gra mi w głowie:

Brak komentarzy: