"Co by ziścić się miało, dziś, jak liść pięciopalcy prosto w ręce mi spadło - tylko, że tego mało..." A.T.
wtorek, 30 czerwca 2009
poniedziałek, 29 czerwca 2009
Sprawy mają się tak.
Po pierwsze nadal mnie boli cała głowa, ze szczególnym uwzględnieniem jej quasimodowej prawicy w obszarze: szczęka dolna - ucho (hmmm środkowe?) - skroń. Czyli - jest źle i nieciekawie. Smaczku sprawie nadaje fakt, że przesiedziałam dziś 40 minut prawie zwijając się z bólu pod wentylatorem w banku i myślałam, że im tam odjadę. Ale: do dentysty jeszcze nie idę, nie mogę w tym tygodniu, naprawdę... Ehhh
Dalej: załatwiłam sobie z banku takie podstępne cudo, które się zowie: limit kredytowy i do tego jeszcze kartę kredytową - i choć On próbuje mnie cywilizować ekonomicznie - to w momencie, gdy już mi te dwie rzeczy potrzebne nie będą - zrzeknę się ich, mam nadzieję, że uda mi się to do października. Nie lubię pożyczek, ale życie nie kieruje się moim: "bolubiem" czy "bochcem". No więc odsiedziałam swoje przy stoliku, pani zajęła się mną nader czule, ale zrobiła mi sieczkę w głowie... Ja jakaś niedorozwinięta jestem w tych kwestiach i On ma teraz używane przez to, ale zamiast się ze mnie nabijać - woli się kłócić, bo "nie lubię ludzi, którzy gadają głupoty", a ja tylko powtarzam, co pani w banku mówiła... Klęska.
Poza tym - jutro ważny egzamin: uczyłam się... tak naprawdę 1 dzień... Koniec świata. Ale wiem jedno: na 10 zdających 1 osoba wychodzi z pozytywem, więc jakby co - nie będę sama. (On ma pretensje, że przez Niego się nie uczę, ale to nieprawda - mnie naprawdę boli głowa, że nic nie wchodzi - a studencki masochizm nie jest w moim stylu). I tak załatwiłam dużo spraw z tym czymś w czaszce...
11 mój brat ma osiemnastkę... strach się bać. ciekawe czy On wreszcie ulegnie i przyjedzie? no tak, zawsze są jakieś wykręty...
Za oknem burza. Pokój przesiąkł zapachem deszczu, który już od kilku dni przywodzi mi na myśl tylko jedno - morze... Tak cudnie poczuć na skórze uderzenia kropli wody... Robi sie rześko i świerzo. Przed chwilą było jeszcze tak duszna, a teraz koi miarowe uderzanie wody... A my idziemy kupić coś na obiad. W tej ulewie, w tej burzy... A co? - raz się żyje!!!
tylko, żeby buśka mocniej nie bolała...
Ps. Ja wiem, skąd we mnie ta wiara... B.
Dalej: załatwiłam sobie z banku takie podstępne cudo, które się zowie: limit kredytowy i do tego jeszcze kartę kredytową - i choć On próbuje mnie cywilizować ekonomicznie - to w momencie, gdy już mi te dwie rzeczy potrzebne nie będą - zrzeknę się ich, mam nadzieję, że uda mi się to do października. Nie lubię pożyczek, ale życie nie kieruje się moim: "bolubiem" czy "bochcem". No więc odsiedziałam swoje przy stoliku, pani zajęła się mną nader czule, ale zrobiła mi sieczkę w głowie... Ja jakaś niedorozwinięta jestem w tych kwestiach i On ma teraz używane przez to, ale zamiast się ze mnie nabijać - woli się kłócić, bo "nie lubię ludzi, którzy gadają głupoty", a ja tylko powtarzam, co pani w banku mówiła... Klęska.
Poza tym - jutro ważny egzamin: uczyłam się... tak naprawdę 1 dzień... Koniec świata. Ale wiem jedno: na 10 zdających 1 osoba wychodzi z pozytywem, więc jakby co - nie będę sama. (On ma pretensje, że przez Niego się nie uczę, ale to nieprawda - mnie naprawdę boli głowa, że nic nie wchodzi - a studencki masochizm nie jest w moim stylu). I tak załatwiłam dużo spraw z tym czymś w czaszce...
11 mój brat ma osiemnastkę... strach się bać. ciekawe czy On wreszcie ulegnie i przyjedzie? no tak, zawsze są jakieś wykręty...
Za oknem burza. Pokój przesiąkł zapachem deszczu, który już od kilku dni przywodzi mi na myśl tylko jedno - morze... Tak cudnie poczuć na skórze uderzenia kropli wody... Robi sie rześko i świerzo. Przed chwilą było jeszcze tak duszna, a teraz koi miarowe uderzanie wody... A my idziemy kupić coś na obiad. W tej ulewie, w tej burzy... A co? - raz się żyje!!!
tylko, żeby buśka mocniej nie bolała...
Ps. Ja wiem, skąd we mnie ta wiara... B.
niedziela, 28 czerwca 2009
Skąd to wszystko?
Rozrachunek:
* jestem opuchnięta jak świnka morska - ząb, zapalenie, antybiotyki itd
* we wtorek mam egzamin - nic nie umiem, bo niby jak się uczyć, gdy w głowie siedzi samorozwijający się potwór, który za trochę rozsadzi mi czaszkę i uwolni się ze wszelkich moich anatomicznych ograniczeń
* dziś, yyyy, wczoraj były imieniny Dziadzia - wszystkiego najlepszego
* On śpi: najpierw mnie rozbudził, a potem zasnął, a ja się męczę ;/ ;/ ;/
* pogodziłam się z P. (szczegóły zbędne).
I ja się zastanawiam, co przeskrobałam, że znów przejścia stomatologiczne... Iza - weź mnie do tej super hiper maksymalnie cudnej dentystki, co porządek z tym zrobi raz na zawsze...! Bo za chwilę pójdę do kuchni i precyzyjnie uderzę głową w ścianę, aż pęknie na pół.... Ehhhhhhhhh... Biednemu wiatr zawsze w oczy wieje... Czarna rozpacz... Świnka zamiast twarzy, nowy kant buzi, potworek... Cała ja...
Myślę o tym, co mnie czeka. Oglądałam 7 dusz... Chciałabym zrobić kiedyś coś naprawdę dobrego - ale nie by odpokutować swoje winy...
Na teraz tyle - cierpliwości, wkrótce będzie tu jak dawniej :) Znów się rozpiszę! ;)
* jestem opuchnięta jak świnka morska - ząb, zapalenie, antybiotyki itd
* we wtorek mam egzamin - nic nie umiem, bo niby jak się uczyć, gdy w głowie siedzi samorozwijający się potwór, który za trochę rozsadzi mi czaszkę i uwolni się ze wszelkich moich anatomicznych ograniczeń
* dziś, yyyy, wczoraj były imieniny Dziadzia - wszystkiego najlepszego
* On śpi: najpierw mnie rozbudził, a potem zasnął, a ja się męczę ;/ ;/ ;/
* pogodziłam się z P. (szczegóły zbędne).
I ja się zastanawiam, co przeskrobałam, że znów przejścia stomatologiczne... Iza - weź mnie do tej super hiper maksymalnie cudnej dentystki, co porządek z tym zrobi raz na zawsze...! Bo za chwilę pójdę do kuchni i precyzyjnie uderzę głową w ścianę, aż pęknie na pół.... Ehhhhhhhhh... Biednemu wiatr zawsze w oczy wieje... Czarna rozpacz... Świnka zamiast twarzy, nowy kant buzi, potworek... Cała ja...
Myślę o tym, co mnie czeka. Oglądałam 7 dusz... Chciałabym zrobić kiedyś coś naprawdę dobrego - ale nie by odpokutować swoje winy...
Na teraz tyle - cierpliwości, wkrótce będzie tu jak dawniej :) Znów się rozpiszę! ;)
czwartek, 25 czerwca 2009
Dzień dobry. Nazywam się Czesio i mam tyle lat, ile mieć chcę. Muszę jeszcze chodzić do szkoły, ale czego się nie robi, dla wolnego września.
Czesio, kiedy mu się nudzi często gra w słowa. Poza tym wyszukuje nieskończone ilości imion na jakąś literkę i gra w wisielca.
Czasami podoba się to kolegom i koleżankom Czesia, i wtedy Czesio jest szczęśliwy. :)
Dzisiaj Cześ stara się uczyć, ale mu to nie wychodzi, bo woli polować na cosie w stylu much, ale Czesio się stara.
Jutro Czesio spróbuje być dobrym człowiekiem i zrobić jakiś dobry uczynek. Dzisiaj mu się nie chce.
Dziękuję.
Ps. Żart:
- Co się stanie, gdy w dzwonnicę wiejskiego kościółka uderzy piorun i się dzwonnica zjara???
- Wieś będzie poza zasięgiem...
Czesio, kiedy mu się nudzi często gra w słowa. Poza tym wyszukuje nieskończone ilości imion na jakąś literkę i gra w wisielca.
Czasami podoba się to kolegom i koleżankom Czesia, i wtedy Czesio jest szczęśliwy. :)
Dzisiaj Cześ stara się uczyć, ale mu to nie wychodzi, bo woli polować na cosie w stylu much, ale Czesio się stara.
Jutro Czesio spróbuje być dobrym człowiekiem i zrobić jakiś dobry uczynek. Dzisiaj mu się nie chce.
Dziękuję.
Ps. Żart:
- Co się stanie, gdy w dzwonnicę wiejskiego kościółka uderzy piorun i się dzwonnica zjara???
- Wieś będzie poza zasięgiem...
wtorek, 23 czerwca 2009
Odpowiedź
On: bo Aga jest interesująca, jak Ty kiedyś...
LUZ, BLUSS, MALINA...
i brak mądrych słów i komentarzy... właściwie brak czegokolwiek... bywa, jak to mówią starzy dobrzy górale...
tylko tak sobie myślę: skoro interesująca już nie jestem, to po co w ogóle jestem: lepiej wszak spać i czytać???!!!!! zajebioza, nie? ;)
miłego dnia wszystkim czytaczom i nie- czytaczom
ps. i wcale nie jestem wściekła, wcale
LUZ, BLUSS, MALINA...
i brak mądrych słów i komentarzy... właściwie brak czegokolwiek... bywa, jak to mówią starzy dobrzy górale...
tylko tak sobie myślę: skoro interesująca już nie jestem, to po co w ogóle jestem: lepiej wszak spać i czytać???!!!!! zajebioza, nie? ;)
miłego dnia wszystkim czytaczom i nie- czytaczom
ps. i wcale nie jestem wściekła, wcale
Zagadka
Oto pytanie dnia:
On śpi, kiedy jest ze mną. Długo i zawsze. Gdy jest Aga - wcale, ba, nawet rano się budzi, pije z nią kawkę, pali papieroska. Jak budzę się ja, dodać należy o ludzkiej porze - zasypia słodko, a już na pewno koniecznie.
WHAT'S THE FUCK?????
Ps. chyba mnie to wkuuuuu... zasadnie, co?
On śpi, kiedy jest ze mną. Długo i zawsze. Gdy jest Aga - wcale, ba, nawet rano się budzi, pije z nią kawkę, pali papieroska. Jak budzę się ja, dodać należy o ludzkiej porze - zasypia słodko, a już na pewno koniecznie.
WHAT'S THE FUCK?????
Ps. chyba mnie to wkuuuuu... zasadnie, co?
poniedziałek, 22 czerwca 2009
To ja...
No i znów jestem. Mam ostatnio problemy z pisaniem na blogu, jakoś tak same TRUDNE rzeczy się cisną do wygłoszenia w sieć, w świat... Więc się powstrzymuję usilnie, bo:
* nie chcę wiecznie smęcić
* są miliardy ciekawszych tematów
* ja mam dużo ważniejszych zadań do spełnienia: SESJA wciąż trwa i szerzy postrach wśród biednych poznańskich (i nie tylko) żaczków ;)
* za dużo mojej prywatnej śmiesznie zużywanej głupoty ujrzałoby światło dzienne, i jeszcze by mi się przedwcześnie wyeksploatowała (a ja bez mojej głupoty, to nie byłoby to samo, i byłoby smutnie i nudnie itd.)
Co do spraw aktualnych:
* On jest :*
* Aga jest ;)
* Przem jest debilem (i satysfakcja, że to napisałam) :D
Moje przemyślenia? Chwilowo nie... Bo... Przyczyny wymienione wyżej... :D:D:D
Rany!!! Ile we mnie dystansu?! Jestem pod wrażeniem samej siebie :) I chce się żyć, i chce się pisać, i chce się być ludziem pospolicie niepospolitym :) TAK, TAK, TAK... JA TO PISZĘ! JA SAMA... WŁASNOKLAWIATURNIE...
dobra, zwalniam, za dużo słodu, miodu i maliny - tak samej sobie, to przecież nie wypada! ach ta skromność usocjalizowana :)
A teraz zdradzam sekret: cały mój dobry nastrój, mój świetny humor, moja wena, natchnienie, radość z egzystencji itd, etc - wynik lektury jednego tekstu: objętość 12 stron, wersja Word, 5 rozdziałów
KAROL IRZYKOWSKI: GODNOŚĆ KRYTYKI.
I czuje się powołanie, każdą literkę, każde słowo, każde zdanie : nadmiar informacji we mnie samej kipi, funkcja metapauliniasta skumulowana do granic możliwości...
Wiara, nadzieja, miłość... HEHE: wersja: JAAAAA i tylko JAAAAA :D
* nie chcę wiecznie smęcić
* są miliardy ciekawszych tematów
* ja mam dużo ważniejszych zadań do spełnienia: SESJA wciąż trwa i szerzy postrach wśród biednych poznańskich (i nie tylko) żaczków ;)
* za dużo mojej prywatnej śmiesznie zużywanej głupoty ujrzałoby światło dzienne, i jeszcze by mi się przedwcześnie wyeksploatowała (a ja bez mojej głupoty, to nie byłoby to samo, i byłoby smutnie i nudnie itd.)
Co do spraw aktualnych:
* On jest :*
* Aga jest ;)
* Przem jest debilem (i satysfakcja, że to napisałam) :D
Moje przemyślenia? Chwilowo nie... Bo... Przyczyny wymienione wyżej... :D:D:D
Rany!!! Ile we mnie dystansu?! Jestem pod wrażeniem samej siebie :) I chce się żyć, i chce się pisać, i chce się być ludziem pospolicie niepospolitym :) TAK, TAK, TAK... JA TO PISZĘ! JA SAMA... WŁASNOKLAWIATURNIE...
dobra, zwalniam, za dużo słodu, miodu i maliny - tak samej sobie, to przecież nie wypada! ach ta skromność usocjalizowana :)
A teraz zdradzam sekret: cały mój dobry nastrój, mój świetny humor, moja wena, natchnienie, radość z egzystencji itd, etc - wynik lektury jednego tekstu: objętość 12 stron, wersja Word, 5 rozdziałów
KAROL IRZYKOWSKI: GODNOŚĆ KRYTYKI.
I czuje się powołanie, każdą literkę, każde słowo, każde zdanie : nadmiar informacji we mnie samej kipi, funkcja metapauliniasta skumulowana do granic możliwości...
Wiara, nadzieja, miłość... HEHE: wersja: JAAAAA i tylko JAAAAA :D
czwartek, 18 czerwca 2009
twórczo...
odkrywam powoli swoje powołanie: usypiam innych, ale i doskonale ich pobudzam - działając na biedne, skołatane nerwy odwrotnie niż melisa...
pieprzony labirynt, z którego nie ma wyjścia!
mam w dupie, czy coś się we mnie zmieni.
nie mam w dupie tego, co będzie z Nim. póki co, dzięki mnie, nie jest wesół, tyle, że to nie do końca moja wina - usprawiedliwiam się? tak - to takie naturalne i oczywiste - indywidualistyczne pragnienie absolutu nie hołduje zasadzie: do celu po trupach. a póki co, trupów wkoło od cholery...
a najlepszym jestem JA :) :) :) a prawdę pisząc - najlepszym, bo jedynym, tyle, że trupio patrzę, trupio widzę, trupio myślę.
no dobra. koniec żartów. chcę do Jovanka. tyle na dzisiaj. adios :)
pieprzony labirynt, z którego nie ma wyjścia!
mam w dupie, czy coś się we mnie zmieni.
nie mam w dupie tego, co będzie z Nim. póki co, dzięki mnie, nie jest wesół, tyle, że to nie do końca moja wina - usprawiedliwiam się? tak - to takie naturalne i oczywiste - indywidualistyczne pragnienie absolutu nie hołduje zasadzie: do celu po trupach. a póki co, trupów wkoło od cholery...
a najlepszym jestem JA :) :) :) a prawdę pisząc - najlepszym, bo jedynym, tyle, że trupio patrzę, trupio widzę, trupio myślę.
no dobra. koniec żartów. chcę do Jovanka. tyle na dzisiaj. adios :)
wtorek, 16 czerwca 2009
Zdałam!!!
Najgorszy z egzaminów za mną - każdy kolejny to kwestia oczytania... A dzisiejszy? Był raczej jednym z cudów Opatrzności :) I Opatrzność była po mojej stronie, kiwnęła mi lekko głową na powitanie, że aż z nieba spadł deszczyk...
Patrzę jak On leży w łóżku... I to jest takie niesamowite... Nie umiem znaleźć słów... Miękko, lekko, ale magnetycznie... I pióra lecą z poduszek. I kołdra ląduje na ziemi. A TO jakby się unosi, okala Go. Zawoalowany takim urokiem jest mój...
Czekam tylko na dobre wieści od Agi - że zdała to prawko cholerne.
A jutro? Wizyta u specjalisty - nefro znów na czasie...
Patrzę jak On leży w łóżku... I to jest takie niesamowite... Nie umiem znaleźć słów... Miękko, lekko, ale magnetycznie... I pióra lecą z poduszek. I kołdra ląduje na ziemi. A TO jakby się unosi, okala Go. Zawoalowany takim urokiem jest mój...
Czekam tylko na dobre wieści od Agi - że zdała to prawko cholerne.
A jutro? Wizyta u specjalisty - nefro znów na czasie...
poniedziałek, 15 czerwca 2009
Wątpliwe...
Właściwie straciłam ostatnio zapał do pisania, co tam u mnie słychać, bo... albo totalna breja miszmaszowa, albo serie porażek - awantur, albo za dużo smutków i goryczy :/
Dzieje się też sporo dobrego, ale jakoś tak ciągle szala przechyla się na stronę ciemną i złą...
Ale pisać będę o dobrym, a co!
On jest... nadal. Od zeszłego tygodnia. :)
Mich się dzisiaj wyprowadził, ale nocuje u mnie "na waleta".
Aga zagląda często - co cieszy, krzepi i podnosi na duchu... Bo właściwie jest jedyna osobą, która spogląda na wszystko z trzech perspektyw: obiektywnej, własnej (Agowej) i mojej.
Dostrzegam też pewne postępy w relacjach z Nim. Chyba odrobinę mnie zaczyna rozumieć... a przynajmniej akceptować moje podejście, spojrzenie, moją pozycję wyjściową. Patrzy przez pryzmat moich wątpliwości, postanowień, zasad, starych nawyków... I jakoś tak mi raźniej.
A i ja przekonałam się, że On... czasem ma rację, nawet, gdy kompletnie nie rozumiem Jego pobudek...
Uczę się z gramatyki historycznej. Jest ciężko. Nie rozumiem zbyt wielu zagadnień, ale liczę na łagodny wymiar kary.
Pewnie, gdyby w końcu udało mi się przywieźć tutaj Jovana - byłabym w pełni szczęśliwa...
Wnioski?
*życie trwa, choćby się wydawało, że już koniec świata
*kochać powinno się tych, których się kocha; unikać tych, którzy unikają
*uczyć należy się przynajmniej 3 dni przed egzaminem
*dzień tylko pozornie jest długi - w rzeczywistości przed chwilą była 14., teraz jest już prawie 21
*telefon to narzędzie tortur - bez niego byłoby o wiele prościej
*chińskie kulki z dzwonkiem uspokajają nerwy
*lody są dobre o każdej porze dnia i nocy
*truskawki to wymysł diabła
*mężczyzna otulony kocykiem wygląda rozkoszniej nawet od słodkiego bobasa
Paaaaaaaaaaaaaaa :) :) :)
Dzieje się też sporo dobrego, ale jakoś tak ciągle szala przechyla się na stronę ciemną i złą...
Ale pisać będę o dobrym, a co!
On jest... nadal. Od zeszłego tygodnia. :)
Mich się dzisiaj wyprowadził, ale nocuje u mnie "na waleta".
Aga zagląda często - co cieszy, krzepi i podnosi na duchu... Bo właściwie jest jedyna osobą, która spogląda na wszystko z trzech perspektyw: obiektywnej, własnej (Agowej) i mojej.
Dostrzegam też pewne postępy w relacjach z Nim. Chyba odrobinę mnie zaczyna rozumieć... a przynajmniej akceptować moje podejście, spojrzenie, moją pozycję wyjściową. Patrzy przez pryzmat moich wątpliwości, postanowień, zasad, starych nawyków... I jakoś tak mi raźniej.
A i ja przekonałam się, że On... czasem ma rację, nawet, gdy kompletnie nie rozumiem Jego pobudek...
Uczę się z gramatyki historycznej. Jest ciężko. Nie rozumiem zbyt wielu zagadnień, ale liczę na łagodny wymiar kary.
Pewnie, gdyby w końcu udało mi się przywieźć tutaj Jovana - byłabym w pełni szczęśliwa...
Wnioski?
*życie trwa, choćby się wydawało, że już koniec świata
*kochać powinno się tych, których się kocha; unikać tych, którzy unikają
*uczyć należy się przynajmniej 3 dni przed egzaminem
*dzień tylko pozornie jest długi - w rzeczywistości przed chwilą była 14., teraz jest już prawie 21
*telefon to narzędzie tortur - bez niego byłoby o wiele prościej
*chińskie kulki z dzwonkiem uspokajają nerwy
*lody są dobre o każdej porze dnia i nocy
*truskawki to wymysł diabła
*mężczyzna otulony kocykiem wygląda rozkoszniej nawet od słodkiego bobasa
Paaaaaaaaaaaaaaa :) :) :)
niedziela, 14 czerwca 2009
czwartek, 11 czerwca 2009
Do domku...
Wreszcie jadę do domku. Po jakichś trzech tygodniach - niby krótko, ale jak dla mnie - stanowczo za długo... Zdążyłam się stęsknić i bardzo liczę na to, że troszkę się w domu nabędę i nacieszę rodzinką całą :) (Ciekawe jak krajobraz naturalny: kotki już pewnie rozrabiają, psy wariują, cielak wyrósł ze ssania palca itd).
Tegoż posta piszę z pociągu :) Dodać należy, że pierwszy raz od niepamiętnych czasów podstawili tak niebywale komfortowy skład - mój wagon - lepszy niż pierwsza klasa :) Szok, ale bardzo pozytywnyyyyyyy!!!!!!!!!!!!!!!!!
Jedno mi się nie podoba. On przyjechał wczoraj - na niecały jeden dzień, niepełną noc itd. Ustaliliśmy, że poczeka do mojego powrotu, a potem sam wróci do siebie... Ale o tym, jak przyjemna jest świadomość tego, iż On będzie w pokoju, będzie na mnie czekał, kiedy wrócę z domu - pisać chyba nie muszę.
Przekonałam się też, że byłam wobec Niego niesprawiedliwa. Zawsze marudziłam, że nie jest odpowiedzialny, że się rozdrabnia - a teraz - tak naprawdę tylko na Niego mogę liczyć i tylko On choćby nie wiem co - pomoże. Czasem przyjaciele też wybierają pozycję, z której im wygodniej... Ale nie mam pretensji, tylko jakoś smutno, że TYM RAZEM nie mogłam liczyć na pomoc z ich strony, tylko ściągałam specjalnie do Poznania Jego...
Słońce pięknie grzeje z wysoka, jest jasno i pogodnie. Dzisiaj chce mi się żyć!
Buśki Czytaczom moim :)
Tegoż posta piszę z pociągu :) Dodać należy, że pierwszy raz od niepamiętnych czasów podstawili tak niebywale komfortowy skład - mój wagon - lepszy niż pierwsza klasa :) Szok, ale bardzo pozytywnyyyyyyy!!!!!!!!!!!!!!!!!
Jedno mi się nie podoba. On przyjechał wczoraj - na niecały jeden dzień, niepełną noc itd. Ustaliliśmy, że poczeka do mojego powrotu, a potem sam wróci do siebie... Ale o tym, jak przyjemna jest świadomość tego, iż On będzie w pokoju, będzie na mnie czekał, kiedy wrócę z domu - pisać chyba nie muszę.
Przekonałam się też, że byłam wobec Niego niesprawiedliwa. Zawsze marudziłam, że nie jest odpowiedzialny, że się rozdrabnia - a teraz - tak naprawdę tylko na Niego mogę liczyć i tylko On choćby nie wiem co - pomoże. Czasem przyjaciele też wybierają pozycję, z której im wygodniej... Ale nie mam pretensji, tylko jakoś smutno, że TYM RAZEM nie mogłam liczyć na pomoc z ich strony, tylko ściągałam specjalnie do Poznania Jego...
Słońce pięknie grzeje z wysoka, jest jasno i pogodnie. Dzisiaj chce mi się żyć!
Buśki Czytaczom moim :)
wtorek, 9 czerwca 2009
Ps.
Uwielbiam ludzi z natury słownych, rzetelnych. Sumiennych i uczciwych.
mało takich. dziś to dociera do mnie w całej swej okazałości.
mało takich. dziś to dociera do mnie w całej swej okazałości.
Dylematy...
Za oknem deszcze. W głowie chaos. Ciało - wykończone fizycznie. Komputer rozgrzany do czerwoności. A jaśmin jak stał na szafce, tak stoi nadal.
Ociężale dotykam kolejnych klawiszy, bo przecież znów tyle muszę napisać, tyle wystukać... :)
Pierwsza sprawa - będę się chwalić - uwaga! Mój tekst zostanie zamieszczony w pisemku literackim, studenckim... Tak, tak... Te wypociny na temat Pilcha powędrują w świat. :) Nota nr III została zakwalifikowana przez dowodzącego działem Pawła do bycia atrakcją, ozdobą czy innym elementem niezbędnym, a pożądanym... Aż mnie korci, by tę notę dodać do posta...
Sprawa druga: troszkę skromniej. Pewien Profesor miał wczoraj niezły ubaw z dwóch dziewcząt, które śledziły każdy jego ruch, każde słowo spijały z ust, każdy uśmiech odwzajemniały - jednym słowem pan profesor został BOŻYSZCZEM :) No tak: Aga i ja zdecydowanie szalejemy na jego punkcie :) Ale dla jasności: obie chcemy się zająć wolontariatem w hospicjach, obie pragniemy nawiązać współpracę właśnie z Profesorem, który jest jednym z najważniejszych specjalistów w dziedzinie medycyny paliatywnej w kraju, a właściwie na świecie. Dodać należy, że Pan Profesor wyraźnie zapałał do nas sympatią, bo chętnie przystał na propozycję indywidualnej rozmowy na powyższe...
Poza tym: zmieniłam promotora. Mam nadzieję, że to już ostatni raz, tak na amen z kropką na końcu zdania. Czyli jednak magisterka z... no właśnie... dobre pytanie: estetyka, teatr, teoria literatury, dramatyczność - to są koniki mojej pani promotor, która jest bardzo sympatyczna, ale ja (łoś skończony) nie pomyślałam, że są u niej miejsca jeszcze. I dzisiaj w wyniku posiadania wtyk w sekretariacie sprawdziłam u kogo są wolne miejsca i zapadła decyzja, że ostatecznie teoria będzie :)
Reszta - jak mi wena wróci, a przynajmniej jak głowa przestanie boleć... ;)
Ociężale dotykam kolejnych klawiszy, bo przecież znów tyle muszę napisać, tyle wystukać... :)
Pierwsza sprawa - będę się chwalić - uwaga! Mój tekst zostanie zamieszczony w pisemku literackim, studenckim... Tak, tak... Te wypociny na temat Pilcha powędrują w świat. :) Nota nr III została zakwalifikowana przez dowodzącego działem Pawła do bycia atrakcją, ozdobą czy innym elementem niezbędnym, a pożądanym... Aż mnie korci, by tę notę dodać do posta...
Sprawa druga: troszkę skromniej. Pewien Profesor miał wczoraj niezły ubaw z dwóch dziewcząt, które śledziły każdy jego ruch, każde słowo spijały z ust, każdy uśmiech odwzajemniały - jednym słowem pan profesor został BOŻYSZCZEM :) No tak: Aga i ja zdecydowanie szalejemy na jego punkcie :) Ale dla jasności: obie chcemy się zająć wolontariatem w hospicjach, obie pragniemy nawiązać współpracę właśnie z Profesorem, który jest jednym z najważniejszych specjalistów w dziedzinie medycyny paliatywnej w kraju, a właściwie na świecie. Dodać należy, że Pan Profesor wyraźnie zapałał do nas sympatią, bo chętnie przystał na propozycję indywidualnej rozmowy na powyższe...
Poza tym: zmieniłam promotora. Mam nadzieję, że to już ostatni raz, tak na amen z kropką na końcu zdania. Czyli jednak magisterka z... no właśnie... dobre pytanie: estetyka, teatr, teoria literatury, dramatyczność - to są koniki mojej pani promotor, która jest bardzo sympatyczna, ale ja (łoś skończony) nie pomyślałam, że są u niej miejsca jeszcze. I dzisiaj w wyniku posiadania wtyk w sekretariacie sprawdziłam u kogo są wolne miejsca i zapadła decyzja, że ostatecznie teoria będzie :)
Reszta - jak mi wena wróci, a przynajmniej jak głowa przestanie boleć... ;)
niedziela, 7 czerwca 2009
Jestem pod wrażeniem...
Jakoś się to kręci. Ja. Uczelnia. Może praca? Akademik - to z pewnością.
Wczoraj się: dokształcałam, dyskutowałam, marudziłam i piłam sok grapefruitowy w KULTOWEJ, ale po kolei.
Poranek zaczął się koło południa. Nocka z Agą musiała się skończyć śmiercią budzików. No w końcu my dwie zawsze znajdziemy powód do tego, by kolejny wątek rozwinąć, pochylić się jeszcze nad czymś: tym razem: mężczyźni (to za co ich lubimy, ale i za co nie lubimy), metody wychowawcze stosowane współcześnie - hehe, zwłaszcza te, które praktykowali nasi rodziciele i ciała pedagogiczne na poszczególnych etapach edukacji, a także motyw świadomości czynu u dzieci - czy je zamykać w gettach Giertychowych, czy raczej leczyć, walczyć o nie z nimi samymi niejednokrotnie. Wnioski: kiedy rozmawiają ze sobą dwie osoby, otwarte na poglądy tej drugiej strony, kiedy brak jest agresji, podniesionych głosów, krzyków i tekstu: "mam zawsze rację" - konwersacja staje się ucztą mentalną i intelektualną - jak ja to lubię :) :) :)
Kolejna dyskusja wywiązała się przypadkiem. Zupełnie niewinny początek - ot Pan Doktor Maciej, autor jednego z blogów najulubieńszych - stał się ekspertem (zupełnie nieprzypadkowo :P ) w kwestiach medycznych: zagadnienia opieki paliatywnej, problem z morfiną, kwestie specjalizacji, geriatria. Ale nasza gg- konwersacja przekształciła się w filozoficzno- teologiczno- etyczną rozmowę o dwóch gigantach: prof. Polak i prof. Salij - teologia na najwyższym poziomie i odejście od niej... Hmmm... Do tej pory starałam się w to nie zagłębiać, bo profesora Polaka znam... A Maciej zna Salija... Kolejny wątek naszej 3 godzinnej klawiaturowej paplaniny to język staro- cerkiewno - słowiański i podręcznik Bartuli - jak miło, że ktoś nie ma z tym najmniejszych problemów (ale dlaczego to nie jestem ja?!). Uwielbiam uczucie tego, że ktoś traktuje mnie poważnie, że możemy rozmawiać na podobnym poziomie, a przede wszystkim, że moja wiedza niepełna nie stanowi bariery... A Maciej??? Oby więcej takich w narodzie, oby... Ślicznie dziękuję :)
Potem odrobinę poświęciłam się pisaniu pracy, ale jakoś niespecjalnie - namówiłam Agę do wcześniejszego powrotu z czytelni i gotowałyśmy obiadek: makaron ze sosem śmietanowym curry - i czemu zawsze mi to lepiej wychodzi, kiedy jestem sama??? Wcinając, aż nam się uszy trzęsły, oglądałyśmy nieśmiertelny Twin Peaks. A wieczorem - wyprawa na dwa soki grapefruitowe do KULTOWEJ. I chociaż nie jestem zwierzem barowym czułam się całkiem dobrze, aż dziw. Już po chwili totalnie rozluźniona sączyłam swój soczek. I chłonęłam atmosferę najlepszej knajpy w Poznaniu - zaprzeczyć się nie da! Ale mam też swój wniosek z wieczoru: ja jestem bestią barową, ale w godzinach 15 - 19... Później jest za pełno i za głośno - i wiem, że piszę herezję...
Po powrocie: jeszcze Twin Peaks, Ewa, papierosy, spanie... Tak na marginesie: special agent - Dail Cooper przypomina mi niesamowicie pewnego dentystę- sadystę. Ale i tak jest najjjjjjjjj!!!
A teraz: wstałam trochę później niż planowałam, napisałam prawie stronę pracy i piszę tutaj. Muszę jeszcze posprzątać. Planuję wyjście do Kościoła. I na małe zakupy. Tylko jakoś tak szaro za oknem... I mi w środku też trochu ciemno, mroczno - pewnie reakcja organizmu na brak Drugiej Połówki...
Wczoraj się: dokształcałam, dyskutowałam, marudziłam i piłam sok grapefruitowy w KULTOWEJ, ale po kolei.
Poranek zaczął się koło południa. Nocka z Agą musiała się skończyć śmiercią budzików. No w końcu my dwie zawsze znajdziemy powód do tego, by kolejny wątek rozwinąć, pochylić się jeszcze nad czymś: tym razem: mężczyźni (to za co ich lubimy, ale i za co nie lubimy), metody wychowawcze stosowane współcześnie - hehe, zwłaszcza te, które praktykowali nasi rodziciele i ciała pedagogiczne na poszczególnych etapach edukacji, a także motyw świadomości czynu u dzieci - czy je zamykać w gettach Giertychowych, czy raczej leczyć, walczyć o nie z nimi samymi niejednokrotnie. Wnioski: kiedy rozmawiają ze sobą dwie osoby, otwarte na poglądy tej drugiej strony, kiedy brak jest agresji, podniesionych głosów, krzyków i tekstu: "mam zawsze rację" - konwersacja staje się ucztą mentalną i intelektualną - jak ja to lubię :) :) :)
Kolejna dyskusja wywiązała się przypadkiem. Zupełnie niewinny początek - ot Pan Doktor Maciej, autor jednego z blogów najulubieńszych - stał się ekspertem (zupełnie nieprzypadkowo :P ) w kwestiach medycznych: zagadnienia opieki paliatywnej, problem z morfiną, kwestie specjalizacji, geriatria. Ale nasza gg- konwersacja przekształciła się w filozoficzno- teologiczno- etyczną rozmowę o dwóch gigantach: prof. Polak i prof. Salij - teologia na najwyższym poziomie i odejście od niej... Hmmm... Do tej pory starałam się w to nie zagłębiać, bo profesora Polaka znam... A Maciej zna Salija... Kolejny wątek naszej 3 godzinnej klawiaturowej paplaniny to język staro- cerkiewno - słowiański i podręcznik Bartuli - jak miło, że ktoś nie ma z tym najmniejszych problemów (ale dlaczego to nie jestem ja?!). Uwielbiam uczucie tego, że ktoś traktuje mnie poważnie, że możemy rozmawiać na podobnym poziomie, a przede wszystkim, że moja wiedza niepełna nie stanowi bariery... A Maciej??? Oby więcej takich w narodzie, oby... Ślicznie dziękuję :)
Potem odrobinę poświęciłam się pisaniu pracy, ale jakoś niespecjalnie - namówiłam Agę do wcześniejszego powrotu z czytelni i gotowałyśmy obiadek: makaron ze sosem śmietanowym curry - i czemu zawsze mi to lepiej wychodzi, kiedy jestem sama??? Wcinając, aż nam się uszy trzęsły, oglądałyśmy nieśmiertelny Twin Peaks. A wieczorem - wyprawa na dwa soki grapefruitowe do KULTOWEJ. I chociaż nie jestem zwierzem barowym czułam się całkiem dobrze, aż dziw. Już po chwili totalnie rozluźniona sączyłam swój soczek. I chłonęłam atmosferę najlepszej knajpy w Poznaniu - zaprzeczyć się nie da! Ale mam też swój wniosek z wieczoru: ja jestem bestią barową, ale w godzinach 15 - 19... Później jest za pełno i za głośno - i wiem, że piszę herezję...
Po powrocie: jeszcze Twin Peaks, Ewa, papierosy, spanie... Tak na marginesie: special agent - Dail Cooper przypomina mi niesamowicie pewnego dentystę- sadystę. Ale i tak jest najjjjjjjjj!!!
A teraz: wstałam trochę później niż planowałam, napisałam prawie stronę pracy i piszę tutaj. Muszę jeszcze posprzątać. Planuję wyjście do Kościoła. I na małe zakupy. Tylko jakoś tak szaro za oknem... I mi w środku też trochu ciemno, mroczno - pewnie reakcja organizmu na brak Drugiej Połówki...
piątek, 5 czerwca 2009
Wrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrr
Nie chcą mnie w domu. Zaczynam od tego, bo to wątek godny opisania. Po prostu nie opłaca się jeździć po mnie na stację w te i z powrotem... Za każdym razem do pokonania 25 km, a specjalnie fatygować się nikomu po mnie nie chce - no cóż, masa pracy (wiosna, rolnicy i te rzeczy). Bo co komu po tym, że przyjadę w sobotę rano, w niedziele wrócę do akademika i od nowa szopka w środę przed Bożym Ciałem... I w sumie chciałam posiedzieć w akademiku sycąc się sama sobą i pracując dzielnie nad tym, nad czym pochylić się powinnam.
Poza tym: napisałam 4 noty recenzyjne złożone z 500 znaków na ten sam temat(gniot Pilcha - Marsz Polonia) - ci, którzy próbowali czegoś takiego wiedzą, że to niełatwe. Za mało przestrzeni, za mało miejsca, a tyle chciałoby się o tym niewypale napisać :D
Egzamin z angielskiego zaliczony na 4 :) Duma...
Gapiłam się dzisiaj z okien uczelnianych na deszcz, który rozbijał się o dachy i kominy przemysłowe. Szaro, buro, zimno i nieprzyjemnie. A ten deszcz, taki był dziwny, wyjątkowy. Zacinał, miotał się. Szaleńczy, nieopanowany. Świeży. A za szybą chowałam się mała ja... Poczucie tego, jak mały jest człowiek bywa straszne, ale podnosi na duchu - człowiek staje się częścią tej całej układanki życia, tego wszystkiego, co łączy się w łańcuch istnień, co spaja atomy, komórki i te inne tam... I nagle przebiło się słońce, na nie dłużej niż 5 minut - ale efekt - olśnienie, blask i tęcza, której bym się tam nie spodziewała :)
No i na koniec: zaczynam wariować. Brak mi... Jego...
Poza tym: napisałam 4 noty recenzyjne złożone z 500 znaków na ten sam temat(gniot Pilcha - Marsz Polonia) - ci, którzy próbowali czegoś takiego wiedzą, że to niełatwe. Za mało przestrzeni, za mało miejsca, a tyle chciałoby się o tym niewypale napisać :D
Egzamin z angielskiego zaliczony na 4 :) Duma...
Gapiłam się dzisiaj z okien uczelnianych na deszcz, który rozbijał się o dachy i kominy przemysłowe. Szaro, buro, zimno i nieprzyjemnie. A ten deszcz, taki był dziwny, wyjątkowy. Zacinał, miotał się. Szaleńczy, nieopanowany. Świeży. A za szybą chowałam się mała ja... Poczucie tego, jak mały jest człowiek bywa straszne, ale podnosi na duchu - człowiek staje się częścią tej całej układanki życia, tego wszystkiego, co łączy się w łańcuch istnień, co spaja atomy, komórki i te inne tam... I nagle przebiło się słońce, na nie dłużej niż 5 minut - ale efekt - olśnienie, blask i tęcza, której bym się tam nie spodziewała :)
No i na koniec: zaczynam wariować. Brak mi... Jego...
czwartek, 4 czerwca 2009
Miewam się dobrze :)
Jestem odrobiną rozemocjonowana. Byłam na spotkaniu w sprawie pracy, ba, właściwie było to bardziej szkolenie wstępne. I jestem zachwycona - branża właśnie w moim guście: zdrowotno- kosmetyczna. Jak już bym chciała w to wejść! Cud, miód, malina! No ale... muszę poczekać
Pogoda jest już lepsza: znaczy ciśnienie mi służy. Wczoraj czułam się bardziej rześko, dziś się to utrzymuje. A wcześniejsze przepadane dni były męczące i wyczerpujące. Właściwie senne i za długie. Jakoś tak nie mogłam się pozbierać i wszystko przez to szło mi opornie: nauka, praca... Jeszcze ten Jego wyjazd, rozłąka na miesiąc... Dobrze, że za oknem już ładnie i wietrznie :)
Na uczelni walka. Pierwszy etap: polowanie na wpisy, mam już prawie wszystkie mi potrzebne, ale jeszcze dużo nauki mi pozostało... I bój z wykładowcami fakultetów, którym się zdaje, że teraz, w sesji jedyną pasją mojego życia jest pisanie prac dla nich... Jakby egzaminy nie majaczyły dumnie gdzieś w tle...
Poza tym - chcę spać. Poza tym - chcę już samotnego weekendu w akademiku, tylko, żeby się uczyć i pracować... Ehhhhhhhhhhhhhhhhhhhhhhhhhhhhhhhhhhh :D :D :D :D :D
Pogoda jest już lepsza: znaczy ciśnienie mi służy. Wczoraj czułam się bardziej rześko, dziś się to utrzymuje. A wcześniejsze przepadane dni były męczące i wyczerpujące. Właściwie senne i za długie. Jakoś tak nie mogłam się pozbierać i wszystko przez to szło mi opornie: nauka, praca... Jeszcze ten Jego wyjazd, rozłąka na miesiąc... Dobrze, że za oknem już ładnie i wietrznie :)
Na uczelni walka. Pierwszy etap: polowanie na wpisy, mam już prawie wszystkie mi potrzebne, ale jeszcze dużo nauki mi pozostało... I bój z wykładowcami fakultetów, którym się zdaje, że teraz, w sesji jedyną pasją mojego życia jest pisanie prac dla nich... Jakby egzaminy nie majaczyły dumnie gdzieś w tle...
Poza tym - chcę spać. Poza tym - chcę już samotnego weekendu w akademiku, tylko, żeby się uczyć i pracować... Ehhhhhhhhhhhhhhhhhhhhhhhhhhhhhhhhhhh :D :D :D :D :D
środa, 3 czerwca 2009
*)
JAK JA TĘSKNIĘ ZA NASZĄ CISZĄ... TYLKO NASZĄ...
!!!
POSIEDZENIE TRWA W NAJLEPSZE, A ZAJĘCIA NA
8 RANO...
!!!
POSIEDZENIE TRWA W NAJLEPSZE, A ZAJĘCIA NA
8 RANO...
JAK MI BYŁO DOBRZE MIEĆ POKÓJ DLA SIEBIE.
MIEĆ SWOJEGO MĘŻCZYZNĘ DLA SIEBIE.
MIEĆ SIEBIE DLA SIEBIE.
KONIEC EGOIZMU.
AKADEMICKA KOMUNA.
ALE JEST SESJA DO CHOLERY - DAJCIE MI SIĘ UCZYĆ PO MOJEMU!!!!!!!!!!
wtorek, 2 czerwca 2009
Za mało czasu, by napisać, zawrzeć wszystko...
Jestem, tutaj mnie nie widać, ale z całym bagażem odczuć stwierdzam, że jeszcze żyję, jeszcze jestem... Oddycham, jem, myślę, kocham, uczę się i usilnie szukam pracy...
On wrócił znów do domu. Nie wiem czemu, ale za każdym razem jest mi tak samo ciężko z tym. A ciężej jeszcze, gdy po niewinnych śladach widzę, że Jemu też z tym nie jest dobrze, właściwie się rozkleja... Oczywiście nie tak jak ja, inaczej na Jego i tylko Jego sposób...
Liczę, że jakoś to będzie. Zaliczyłam jedną pracę, z rangi tych "koniecznie do zdania/ zaliczenia". I się dowiedziałam, że mój styl i język bliski jest wzorcom młodopolskim i dobrze się czyta to, co ja piszę, co wychodzi spod mojego pióra, a raczej spod mojej klawiatury. I jest mi miło. I czai się we mnie duma jakaś. I jest nadzieja, że to nie są zmarnowane studia...
A teraz - czas na pracę ;/;/;/ Paaaaaaaaaaaaaaaaaaa
Ps. Kocham...
On wrócił znów do domu. Nie wiem czemu, ale za każdym razem jest mi tak samo ciężko z tym. A ciężej jeszcze, gdy po niewinnych śladach widzę, że Jemu też z tym nie jest dobrze, właściwie się rozkleja... Oczywiście nie tak jak ja, inaczej na Jego i tylko Jego sposób...
Liczę, że jakoś to będzie. Zaliczyłam jedną pracę, z rangi tych "koniecznie do zdania/ zaliczenia". I się dowiedziałam, że mój styl i język bliski jest wzorcom młodopolskim i dobrze się czyta to, co ja piszę, co wychodzi spod mojego pióra, a raczej spod mojej klawiatury. I jest mi miło. I czai się we mnie duma jakaś. I jest nadzieja, że to nie są zmarnowane studia...
A teraz - czas na pracę ;/;/;/ Paaaaaaaaaaaaaaaaaaa
Ps. Kocham...
Subskrybuj:
Posty (Atom)

