Słowem wstępu: dzisiaj nie będę przebierać w słownictwie, bo nie sposób, jeśli realia mam oddać tutejsze, akademikowe - tylko oryginalna wymowa miejsce tutaj mieć może, bo jeśli choć ciut spuszczę z tonu - niewypał Państwu zaserwuję, a nie o to mi przeca chodzi ;) Z góry więc za wulgaryzmy konieczne przepraszam.
Post ten zainspirowany został wydarzeniami prawdziwymi z dnia wczorajszego, które działy się w moim DSie kochanym...
CZYM JEST DZIWKA AKADEMICKA?
Pytanie jedno, proste i bardzo konkretne. Dla załagodzenie sytuacji dodać muszę, że pojęcie to odnosi się do rzeczy, a nie osoby, więc uffff, można zetrzeć pot, co nerwowo czoło zrosił...
Struktury akademickiego bytowania socjalnego są proste- na jedno piętro przypada: jedna kuchnia, dwa pomieszczenia z czterema kabinami prysznicowymi w każdym, dwa pomieszczenia z czterema toaletami w każdym i...
JEDNA PRALNIA Z CZTEREMA PRALKAMI na caluśki śliczny, przepchany akademik.
Wyszukane w sieci :)
Ludzi jak mrówków: swoi, nie swoi, spoza i zupełnie obcy. Jakieś 400 osób (granica błędu raczej niewielka). I dalej.
Każdy pokój ma prawo wpisać się na grafik, co by sobie wyprać to i owo, dwukrotnie w przeciągu tygodnia. Grafik wywiesza portier lub portierka (w zależności od tego, kto zacz na zmianie) w każdy poniedziałek punkt 15. I tutaj pojawiają się schody...
Jedno piętro - jedna pralka. Jedno pranie to 3 godziny. Prać można od godziny 6 do 24, czyli w przeliczeniu: dziennie możliwe jest 6 prań. Tygodniowo: 42.
Wygląda to nieźle, prawda?
Nic bardziej mylnego. Ja już nawet pomijam fakt, że od dwóch tygodni mi się na grafik nie udało zapisać (i wtedy stara metoda obowiązuje: micha, płyn do ręcznego i wio łapkami wszystko do czystości doprowadzać), bo albo byłam na uczelni, albo na mieście i żadna pora, dla mnie możliwa, wolna nie była, ale... Jedźmy dalej i nie dramatyzujmy, na miłość Czesia własną, a bezbrzeżną jak wszechświat.
Izz miała wczoraj pranie na godz. 15 (świątek, piątek czy niedziela - bez różnicy, bo to cud i święto w hierarchii akademickiej najwyższe).
Później się okazało, że po niej pralkę piętra nr 4 przejąć mieli sąsiedzi Izz uroczy (uwielbiam chłopaków: Kubę za śpiew cudny, Tomka za to, że zawsze ma filmów stertę na podorędziu, Daniela... za wczoraj - ale to dopiero doczytacie). Jako, że Izz miała wczoraj ciuchów niedużo zgadałyśmy się, że razem zrobimy 3 prania najistotniejsze, potem ja ze dwa (jeśli czas pozwoli) i chłopakom kluczyk przekażemy.
Że życie moje ostatnio jest jak pudełko czekoladek i bladego pojęcia nie mam jaki smak w kolejnej - i z praniem mogą być jaja jak berety...
Pranie wspólne zostało ukończone, brałam się za przygotowanie tych moich rzeczy, które na kolejne rzuty planowałam. Do pokoju wpadł Daniel uradowany, że mam pranie:
- Czesiek, wypierzesz mi 2 koszule, 3 podkoszulki i jakieś jeansy ze swoim, bo Izz mówiła, że teraz Ty w pralni rządzisz.
- Jasne, jeśli się wszystko zmieści, tylko jeszcze ustalę z tymi, co po mnie, że im 10 minut skradnę niecnie.
- To ja mykam po ciuchy.
I luz - od zawsze wiadomo, że akademik to komuna wielka: wspólne jadło w lodówce, książki na całym piętrze, czasem nawet łóżko ;)
Po zapełnieniu pralki, spojrzałam na grafik i szok: godz. 18- 24: pokój 429. Noż by go kaczka, ten, teges - przecież to Daniela pokój...
- Daniel, teraz yyy... ty masz pranie.
- Ja? Żartujesz?
- Nie, a to znaczy, że robię sobie jeszcze kilka rundek do pralni, a Ty mi dorzucisz ciuchy.
No i git, gitara i kaloszki ;) Tyle, że padł wreszcie osławiony tekst:
- A do którego wrzucisz moje gatki? Co?
- Yyyyyy - zmieszania swego oddać nie potrafię
- No co? Przecież jak idę pod prysznic, to tam wasze majtki wśród reszty fatałaszków się suszą i afery z tego nie robię
- ...
I tutaj przechodzimy do meritum.
SUSZARKA NA PRANIE
Wyszukane w sieci :)
Zazwyczaj jedna na 6 pokoi, oczywiście własność studenta, z co szóstego pokoju.
Tak się szczęśliwie składa, że Cześ posiada jedną sztukę na wyłączność, z Aneszkiem oczywiście ;) Tyle, że... no tak w zeszłym tygodniu pożyczał ją od nas Człowiek, od niego powędrowała do Wielkiego Wojtka, potem miała chyba Maja i wczoraj... za cholerę nie szło cudu techniki zlokalizować. Po mniej więcej pół godzinie śledztwa, zguba znalazła się, w stanie idealnym.
Toż już wiecie czym jest dziwka akademicka. Ktoś wpadł na to?
Gdy już grzecznie ustawiłam sobie własność pod pokojem, celem porozwieszania tego i owego, naszła mnie myśl, że przecież prania będzie więcej, a perspektywa sznura przez cały pokój to ostatnie o czym marzyłam...
No więc - komu w drogę temu trampki. Byłam u większości: Girgusia, Kasiek, Chudej Anki, nawet u Turczynek, aż mi się pomysły skończyły... Szczęśliwym jednak trafem wleciał w krótkie odwiedziny Boski, który to udzielił mi informacji: : szukaj w 434 lub u Alego...
Kolejna wyprawa.
434 zamknięte na 32 spusty albo 40 i 4, sama już nie wiem. Ale u Alego słychać: open. Wchodzę i czuję, jak niemoc na mnie spływa. Dwóch nieznajomych, którzy... only po angielsku szprechają, z czym ja akurat średnio sobie radzę. Wyjątkiem jest Ali - z nim dogadam się zawsze... So, sorry guyss. I kaszana.
Już drzwi miałam zamykać, gdy wpadł na mnie Ali:
- Palina, how are yoy?
- Ali, i need yyy, drier, no wiesz, suszarki na pranie, kurcze...
- Ok, Palina, mam, so one moment, oo, prosze.
- Dzięki ;))))))))))
I znów do wyjścia się zbierałam, dzierżąc w łapkach upragnioną suszarkę, gdy rozległo się puk-puk. Jeszcze przez zamknięte drzwi:
- Ali. Dasz suszarkę?
Myślę sobie, znam głos... Pół sekundy później: no przecież to Grzech z 2 piętra...
- Y, sorry, Palina była first.
- Fuck, fuck, fuck...
- Moge pożyczyć ci linkę, to sobie w pokoju jakoś doorganizujesz, ale suszarkę porywam - rzekłam nieśmiało.
- Nie, dzięki, też mam jakiś sznurek.
Zwycięstwo starej zasady: kto pierwszy ten lepszy. A swoją drogą nigdy na piętrach innych niż moje nie szukałam... Ale widać sytuacja niżej jest gorsza niż u nas, na 4 poziomie ;)
Tym sposobem pranie się dokonało, przy wielu wybrykach udało się je po ludzku wysuszyć.
I tylko nigdy nie wierzcie studentom, kiedy mówią, że najbardziej to trzeba lodówkę czymś zapełnić. Najważniejsze to mieć na czas suszarkę...
Tak sobie myślę, że może ja cosik nowego do bloga wprowadzę, żeby luki zbyt wielkiej po smętach wcześniejszych nie było? Może więcej o akademiku będzie, bo i pisać jest o czym i tematów sporo? Ehhh, dylemata to straszne ;) ;) ;)
Spokojnego wieczoru i dobrej nocy
życzy Cześ