Ten blog jest opowieścią opartą na prawdziwych perypetiach z życia pewnej Malutkiej.
Jest historią jej samej i najbliższych jej osób.
Spisany niczym pakt.
Pakt.
O miłości. O przyjaźni. O uczeniu się siebie i siebie nawzajem. O tym, że tak niewiele wiemy o życiu. O potrzebach. O przyszłości.
O przeszłości, która pulsuje w skroniach, teraz boleśnie, później mam nadzieję - spokojniej, wspomnieniowo, ciepło.
Wczoraj wraz z ByłymNim doszliśmy do wniosków, że Malutka skrzętnie odnotowywała wszystkie fazy naszego związku, zawarła w postach refleksje słodko- gorzkie, tysiące planów i marzeń...
Gdy się rozstajemy po ponad dwóch latach bycia razem - przychodzi moment, gdy pęka ostatnia zapora i łzy powodzią spływają po policzkach, koszuli.
Wczoraj pękła we mnie ostatnia zapora. Już nie muszę udawać, jak świetnie sobie z tym radzę. To ja nas skończyłam, to ja powiedziałam: "żegnaj". To ja wyparłam się dalszego ciągnięcia tego związku.
Ale to i tak cholernie boli. Może boleć. Właściwie musi. Taka jest kolej rzeczy.
Rozłożył mnie nic nieznaczący drobiazg. Nagle zamarło wszystko. Grunt usunął mi się spod nóg. Przez kilka godzin usilnie wciskałam sobie serce do piersi, bo coś z zewnątrz wyrywało je i rozrywało.
Mam takie głupie wrażenie, że nie ma już nic z nas. Nie chcę, by coś jeszcze było. Jak w klatce.
Potrzebuję czasu.
Poza tym - dobrze. Nawet wstałam na wykład. Zjadłyśmy z Izz obiadek.
Ona wraca w środę ze szpitala ;) ;) ;)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz