wtorek, 25 maja 2010

...

Ten blog jest opowieścią opartą na prawdziwych perypetiach z życia pewnej Malutkiej.
Jest historią jej samej i najbliższych jej osób.
Spisany niczym pakt.

Pakt.
O miłości. O przyjaźni. O uczeniu się siebie i siebie nawzajem. O tym, że tak niewiele wiemy o życiu. O potrzebach. O przyszłości.
O przeszłości, która pulsuje w skroniach, teraz boleśnie, później mam nadzieję - spokojniej, wspomnieniowo, ciepło.

Wczoraj wraz z ByłymNim doszliśmy do wniosków, że Malutka skrzętnie odnotowywała wszystkie fazy naszego związku, zawarła w postach refleksje słodko- gorzkie, tysiące planów i marzeń...

Gdy się rozstajemy po ponad dwóch latach bycia razem - przychodzi moment, gdy pęka ostatnia zapora i łzy powodzią spływają po policzkach, koszuli.
Wczoraj pękła we mnie ostatnia zapora. Już nie muszę udawać, jak świetnie sobie z tym radzę. To ja nas skończyłam, to ja powiedziałam: "żegnaj". To ja wyparłam się dalszego ciągnięcia tego związku.
Ale to i tak cholernie boli. Może boleć. Właściwie musi. Taka jest kolej rzeczy.

Wyszukane w sieci :)

Rozłożył mnie nic nieznaczący drobiazg. Nagle zamarło wszystko. Grunt usunął mi się spod nóg. Przez kilka godzin usilnie wciskałam sobie serce do piersi, bo coś z zewnątrz wyrywało je i rozrywało.

Mam takie głupie wrażenie, że nie ma już nic z nas. Nie chcę, by coś jeszcze było. Jak w klatce.



Potrzebuję czasu.



Poza tym - dobrze. Nawet wstałam na wykład. Zjadłyśmy z Izz obiadek.
Ona wraca w środę ze szpitala ;) ;) ;)

Brak komentarzy: