Dzisiaj będzie tekst krótki i banalny w swojej wymowie. Ale ważny. Zwłaszcza w centrum tego zamieszania wielkiego.
Dawno temu, kiedy Malutka była dzieckiem-dorosłym-już-odludkiem-mimo-wszystko życie było cholernie puste i mogę to napisać dopiero teraz, gdy z tego wyrosłam.
Najpiękniejszym, co mi się przydarzyło w przeciągu ostatnich lat jest świadomość otaczających mnie ludzi.
Tych dobrych, najlepszych.
Przyjaciół.
Szczerość za szczerość.
Kubek z herbatą, dwa tosty - czasem ledwie nic, a bardzo dużo.
Rozmowa lub milczenie.
Razem.
To nie jest tak, że jesteśmy na siebie skazani. To jest tak, że pojawiamy się zupełnie przypadkowo, a zostajemy na stałe w czyimś życiu. Buduje się zaufanie, buduje się szacunek, nawet podziw.
I nic nie może tego zmienić.
Przyjaźń to wieczność z zegarem w tle.
Przeobraża się w czasie, ale jest, z tą podstawą niesamowitą, która sprawia, że dla Przyjaciela można zmierzyć się z całym światem.
Chciałabym, żeby moi Przyjaciele wiedzieli, jak fantastycznymi są ludźmi... Tylko tyle...
Ps. Post napisany z myślą o Wszystkich, natchniony rozmową z Jeszcze Jednym Dobrym Duchem, ostatnio Pokojowym ;*
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz