"Szczególnie upodobała sobie wieloznaczności. Niewyraźne zarysy twarzy, niczym szkielety, pozwalały jej widzieć ludzi takich, jakimi ich sobie wyobrażała: czasem doprawiała im wąsy, czasem chowała łysiny, kobietom najczęściej zmieniała kształt ust na pełniejsze, bardziej namiętne. Dla niej nie istniało lustro, w którym mogłaby zobaczyć świat takim jakim jest - niczym w krzywym zwierciadle otoczyła się przekształceniami, zależnymi od jej cichego widzimisię" - urwany akapit, jak zbitek niedopowiedzeń, które tłoczą się od jakiegoś czasu w mojej głowie.
Niedziela w śniegu. Sypie, że aż... miło.
A ja czuję totalną niechęć do jakiegokolwiek wysiłku: owszem posprzątałam w pokoju, to, co do mnie należało, ale. Ale nie chce mi się iść na zewnątrz, poza pokój - pokój moją ostoją, moim schowaniem się.
Spoglądam z pobłażaniem na radość większości, że już do domu, że Święta i takie tam. Na IV piętrze przewaga pierwszoroczniaków, więc rozumiem ich entuzjazm, bo wszyscy raczej z daleka i dzieciakom trudno tak nagle wracać do domu raz na miesiąc na dwa, no może trzy dni, a grudniowy czas jest jak namiastka ferii, w dodatku z choinką, prezentami i wielkim obżarstwem w tle.
Dżull już się doczekać nie może. Ćwierka mi o domu, o tym, co babcia dla niej upichci, o kartce wysyłanej do Szweda. Ładnie jej z tym, z tęsknotą za domem też.
Ja mam do Gniazda Rodzinnego jechać we wtorek, ale jakoś tego nie czuję. Pewnie standardem dopiero w środę zabiorę się w podróż.
Na marginesie: spoglądając za okno - chyba ubezpieczę się na drogę we flaszeczkę z trunkiem jakowymś, żebym przypadkiem, tkwiąc w szczerym polu, bo się pociąg przez zaspy przebić nie może, nie zamarznąć, a i humor doprawić czymś... smakowym ;) Taki mi pomysł wpadł do głowy, bo czytałam ostatnio wspomnienia z zimy stulecia pasażerów kolei, którzy sylwestra święcili w tym oto ruchomym, acz nie, przybytku.
O i mam dziś nosa do fraszek sytuacyjnych.
I. Johnny.
- Cze, zgraj mi na drive Housa.
- Ok, siadaj.
Zgrywam 3 odcinki, w tym czasie cisza. Dżull przy lustrze szykuje się na miasto. Wreszcie pytam:
- Johnny, co twoja współlokatorka robi? (bo Johnny mieszka z kumpelą, a dziewczyna jego dwa piętra niżej ma pokoik).
- Jak to co? - uczy moją dziewczynę 69, bo mi się nie chce.
Rechoczemy z Dżull, kiedy ta nagle wypala:
- A jak źle nauczy, to potem obie dostaną batem od ciebie po tyłkach.
Brak mi słów.
II. Dżull.
Jakoś niedawno coś pojawiło się na zamku od naszego pokoju. Napisy i strzałeczki. W końcu pada moje pytanie:
- Dżull, o co chodzi z zamkiem, czemu on jest popisany?
- Bo ja nigdy nie pamiętam w którą stronę się otwiera, a w którą zamyka, to sobie strzałki narysowałam.
Błyskotliwe ;)


III. Johnny 2.
Rozmowa na temat jego super, hiper, megawypasionej popularności, bo Johnny uchodzi w akademiku za rockmana, gwiazdę i ciacho, że ho ho (nie żeby to prawda była, bo prawdy w tym ni krzty nie ma).
- Johnny żaden tam z ciebie buk wyjątkowy, raczej zwykłe drzewo?
- No.
- Czy tylko ja mówię ci prawdę?
- No. I dlatego z tobą rozmawiam.
- Yyy?
- Bo do innych kieruję komunikaty, niewymagające obustronnego zaangażowania. Ja mówię, a reszta słucha. He, sekta prawie.
- Uhmm.
I mucha nie siada ;)
IV. Gosia.
Gosia ma tu jeszcze stosunkowo niewielu znajomych i tak wyszło, że w tym gronie i ja jestem. Pytana co o niej myślę przez Johnny' ego, odpowiadam, że jest w porządku, miła, sympatyczna i Czesiowi przypadła do gustu, skoro przez dłuższy czas z nią rozmawiałam.
- No, to prawda musi być, bo jak ty już kogoś polubisz, to nie ma się do czego przyczepić.
- Hmmm?
- A swoją drogą ty też musiałaś być nie-sobą, że tak długo wytrzymała w twoim towarzystwie.
Fakt.
No, to chyba dobrnęłam do końca. Bo zbiera mi się na głupoty niesamowite. W pokoju dyskusja Dżull i Aneszki, wypadałoby się włączyć... ;)
Tym bardziej, że temat godny zaangażowania o pewnym panu alkoholiku, lat czterdzieści kilka, który w akademiku mieszkając, psuje nam nerwy skutecznie i chyba zaczynamy się głowić nad tym, jak się go pozbyć, przynajmniej z naszego piętra.
Wieczornie coś, co Dżull puszcza namiętnie od kilku wieczorów... Może pesymistycznie: Soko,
I'll kill her.