piątek, 3 grudnia 2010

piątkowa cisza

cicho tu
cicho wokół
zamarły szyby od szronu
zamarły drzwi z klamką zwichniętą
tylko to słońce zimowe
a może...


Wczoraj byłam na pewnym przedstawieniu. Poszłam, bo bilety załatwione zakulisowo, przedpremiera, trupa teatralna podobno znana i nagradzana. Szkoda było okazję zmarnować. A jednak: nie podobało mi się zupełnie, bo przekombinowano całość, a gra aktorska nikła w natłoku technicznych czarów-marów i tylko wymarzłam jak głupia na starej hali Cegielskiego, ale podkreślę raz enty: ja to się na sztuce znam niczym sroka na matowych powierzchniach.
Jeśli chodzi o ptaszydła - moje głąbki-gołąbki na śniadaniu:


Piątkowe popołudnie.
Chciałabym przestać myśleć.

Do domu nie jadę, bo nie dość, że cyrki z PKP, to jeszcze zasypało Gniazdo Rodzinne i okolice, nie mam więc jak dotrzeć do chatki Czesia. (Chyba, że pożyczę zaprzęg reniferów od Mikołaja).
Właściwie to dobrze się złożyło/ zasypało. Zrobię prezentację. Skończę artykuł. Przeczytam książkę od Edith. Opuszczę Barbórkę, co cieszy, bo póki co stypendium nie wpłynęło. Minę się z Dżull, ona będzie miała wolny przyszły weekend :) I takich jeszcze kilka innych drobnostek, które na komfort psychiczny wpływają.

Korci mnie spacer na Cytadelę.

Muzycznie to:



7 komentarzy:

soy :) pisze...

Eh...C'est magnifique francaise chanson...

Malutka... pisze...

:)

kalliope pisze...

na Cytadelę to ja też chcę!!!
i dla jasności: to jest propozycja
proszę o odpowiedź natychmiastową :)

Malutka... pisze...

ale, że już?

Malutka... pisze...

może Ty by na tę stygnącą herbatę przyszła?

kalliope pisze...

idę! biegnę!! jestem już!!!
a Cytadela to, że już
(bałwana ulepimy)

Malutka... pisze...

teraz eee ;) zimno, jutro ;) dzisiaj chce sobie posiedzieć w 418, bez Julki, w czterech cudnych, białych ścianach