jako rozgrzeszenie za choinkę sylwestrową, którą na siebie włożę
i znów pytanie: granaty zawsze pociągają nieboskłonem?
Dzień wielkomiejski. Chodzony. Przeciągany po kocich łbach. Niewielkie aureolki ze śniegowych piór upstrzyły już dachy, ale mizerna biel nie odbija tak pięknie, jak na mojej leśnej tułaczce.
Oczy cieszyły więc wystawy sklepowe.
Ale cieszyć przestały, w przymierzalni...
(Nie dość, że dzieci w okolicy Gniazda Rodzinnego mówią do mnie: "dzień dobry"; nie dość że srebro na skroniach i zmarszczki na czole, co odczytywać należy jako pierwsze, ale znaczące objawy starości, to jeszcze rozmiar znów nie ten!!!)
Starość i gnuśność na moim obliczu...
Postanowienie roku: jak tylko wejdzie na konto stypendium, nabędę łyżwy, moje śliczne, własne, bieluśkie figurówki. I karnet na lodowisko.
Połączę przyjemne z pożytecznym.
Się obędzie bez innych metod walki z wagą hipopotamią ;D
Depresyjnie czas przedświąteczny odczuwam.
Fascynują mnie zegary, wszelkie, jakbym szukała czasu, który był, który już odmierzono, a przecież zawsze od zegarów stroniłam... Wskazówki, jak obrazki malowane nie moją kredką. Rzymskie cyfry oddzielają twarze od szeptów.
Obejrzałam dziś kilkadziesiąt zegarów, od ściennych, po dopinane do męskich kamizelek; od prawdziwych, po te tylko symboliczne.
Moja babcia mawiała kiedyś, że ukochanej osoby nie powinno się obdarowywać zegarkiem, bo to bardzo szybko odmierzy wspólny czas i ukróci go niemiłosiernie...
Czas... jakieś momenty między momentami. Tempo przeżywania. Mechaniczne? Sekundę od sekundy oddziela mrugnięcie okiem, a właściwie przesunięcie wskazówki na cyferblacie.
A czas magiczny? Niesamowitość? Powtarzalność? Lub powtarzalności brak? Przypadki? Ślepy los?
Zgrzyt wewnętrzny uwypukla się w każdym zdaniu o miłości. O mojej każdej miłości. Każdej, tak czy siak, nieszczęśliwej miłości.
Kiedyś sympatyzowałam z Werterem, dziś wolałabym jednak prostego księcia, z byle której bajki dla małych dziewczynek.
Bliskość kobiet S. już oswoiłam, czasem jednak boli mnie ona bardziej, niż wszystko inne. Jak ja się wpakowałam w tak chore relacje?
Normalnie w takich okolicznościach wystawia się środkowy palec.
A ja?
Czasem słyszę z nie-moich-ust, jaki S. był lub nie był, albo o tym, że ten temat przemilczeć należy.
Czasem chciałabym te nie-moje-usta pozaszywać.
Dzisiaj na przykład.
Rozmyślnie lubuję się w skojarzeniach cynamonu, karmelu i wanilii.
Może czasem mogłabym być kimś innym, gdzie indziej i zmieniać perspektywy szczęścia i szczęścia braku? Możliwości... bez ograniczeń.
Z Markiem G.











