nieporadna mozaika wyblakłych snów
i turkusów wykradzionych z pewnej plaży
jak kawałeczki lśniące wypalaniem
rude loki na porcelanie kruchej
kilka lalek z podbitymi oczyma
na odłamki tego co już się wydarzyło
i moje niebieskie zapatrzenie zdumione
okrąg
na który z łoskotem spadają sprzeczności
z piór i uśmiechów obelżywie lekkie
Dzień zza chmur. Bo i na dworze/polu deszczowo i wietrznie. I w akademiku zawiało przeszłymi duchami przyjaźni, znajomości, związków.
Jolka najpierw ucieszyła, a potem wbiła gwóźdź do moich myśli - bez refleksji - można zwariować.
Zaczynam akceptować fakt, że moja normalność polega na nienormalności.
Aneszek już króluje w 413. Znów mamy do siebie bardzo blisko, lecz czy to o odległości chodzi? Hi hi - firma Cześ "Szczygieł przeprowadzki" zaliczyła kolejną udaną akcję, natomiast Aneszek z Johnnym zrobili z 413 bardzo klimatyczne miejsce - z nastawieniem na pomysłowość Aneszki.
Przede mną zaś cały roboczy tydzień, czyli poniedziałkowym podwieczorem półtoragodzinne seminarium magisterskie i zaczynam długi, oby pracowity, weekend. Serio, serio. Tak też można, a w dodatku jest bardzo luźno ;)
Mam w planach reaktywować znajomość z Klaudią, która klapła wakacyjnie. Poza tym Izz może wleci. No i chciałabym wreszcie zobaczyć się z Łamigłówką. A wszystko to w międzyczasie czytania, pisania, czytania, ubiegania się o pracę, biegania do mojego zestresowanego nefrologa i takich tam jeszcze kilka drobiazgów :)
Miłego :)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz