poniedziałek, 1 listopada 2010

między palcami

Słowa. Wszystko to słowa, które płyną lub grzęzną na koniuszkach palców.
Dziś - grzęzną, między palcami.

Usiłuję się na czymś skoncentrować, pewnie dlatego zasiadłam do pisania posta.
Tylko o czym?
O kilku godzinach na cmentarzu, o tym, że nie byłam postawić świeczki u Wojcieszka, o kazaniu z Anną Jantar, jako wzorem cnót wszelakich, w tle? A może o tym, że wyjątkowo piękna była pogoda, dzieciaki dokazywały między grobami z kolorowymi liśćmi, a ja mogłam w spokoju myśleć o wszystkim i niczym, zamiast wysłuchiwać o potrzebach nie-mojej-parafii?
Przecież to banalne.

Jovan cicho pochrapuje na łóżku, Subkultura pojechał do szkoły, Rodziciele kochani debatują o czymś w kuchni.
A mnie ten świat przestaje dotyczyć.

Wyszperane w sieci...

Jutro wracam do siebie, do Poznania, który powoli przestaje być ostoją. Który ostatnio idzie obok mnie, a ja chyba nie umiem już dotrzymywać mu tego kroku marszowego. Miasto- etap życia, garść doświadczeń, miliony emocji lżejszych i cięższych, ludzie przed którymi uciekałam i do których dążyłam jednocześnie... Uczyłam się na chodnikach, na obdrapanych podwórkach - schematy codzienności, schematy codziennego Czesia, rzadziej Malutkiej.
I wreszcie. Czas szukać nowej oazy.
U mnie wszystko zawsze trwa krótki moment. (No, może poza miłością - każda z nich we mnie siedzi, mimo wyraźnie zarysowanych początków i końców).
Zbieram pomysły. Szukam sposobu na kolejną wyprawę. Na następny etap. Przygotowuję czas, jakbym chciała wymościć w nim miejsce na szczęście. Naprawdę zaczynam wierzyć, że tak się da.
I ciągle trzeba mnie oswajać ze światem, z nowym, z życiem, z możliwościami, z mną samą...
Dlatego potrzebuję mojego wędrowania - by obłaskawiać to, co obce, to czego się boję, to, co mnie fascynuje. Żeby nie stać z boku. Żeby wreszcie przestać być obserwatorem.

No, i mówiłam, że grzęzną mi dziś słowa między palcami. I czas też.
Dobrego wieczoru!

2 komentarze:

Kama pisze...

Nie przeżyłam dzisiejszego święta ani w jocie. Nie wiem, czemu... po prostu. Na cmentarz pojechałam dopiero wieczorem, tylko z mężem. Jakoś tak... wolałam być z żywym, wśród żywych...

Malutka... pisze...

Kama, zapomnij o tym święcie. Przytul męża i bądźcie szczęśliwi, nic ważniejszego!
Pozdrawiam Was ciepło :)