czwartek, 18 listopada 2010

post bezładny, czyli psotny ;)

Wreszcie Poznań :) Co tam, że pochmurny i siąpiący.
Dotarłam do 418 szczęśliwie i z wyraźną ulgą, bo na dłuższą metę nie nadaję się do siedzenia w domu. Wychodzi na to, że 2 całe dni to maks, później za dużo spraw mnie drażni.

Patrząc na to, jak ja i chłopaki układamy sobie rzeczywistość, jak ją do siebie dostosowujemy stwierdzam, że podzieliliśmy się mało symetrycznie. Są oni i ja.
Oni postępujący tak, jak życzy sobie C.K, a w przypadku Subkultury nasi Rodziciele kochani. I ja - niezależna, niezrzeszona.

Lubię moją odrębność...
I próżność tej odrębności też lubię: moje przygody, wygody i napędy.


Jutro będzie medycznie: nefro obejrzy papier z labu (wreszcie zrobiłam), potem opowiem mu o kocie z pęcherzem i potencjalności cukrzycy, co to mnie na nią trzy razy cykali w paluszek marudząc, że za wysoko Czesiu, za wysoko (zawyżenia mam fałszywe - tak to jest, jak się kogoś nie słucha i igłuje się go w pół godziny po wypiciu słodkiej herbaty i zjedzeniu "szneki z glanzem" - wiecie co to?).

Wyszperane w sieci :)

Stwierdzam z niejakim zaskoczeniem, że humoru mi dzisiaj nie brak :) To pewnie od nocnego siedzenia przy oknie i łapczywego chłonięcia portretu dębu zza szyby. Majestatyczna poza drzewa zawsze wprawia mnie w zdumienie nad tym, że świat jest piękny sam z siebie, sam w sobie, bez ozdobników i ulepszaczy. No i nie trzeba Grecji, Wenecji (choć byłoby cudnie) żeby móc otworzyć buzię z wrażenia ;) Taki mój magiczny minimalizm. Coś na kształt mitu o powstaniu tęczy: Mała Nimfa zakochana w Narcyzie nie mogła zdobyć jego serca, bo wiadomo. Narcyz obiecał jednak odwzajemnić jej uczucie wtedy, gdy stworzy ona dzieło dorównujące mu urodą. Nimfa próbowała i próbowała, ale wiedziała, że nie uda jej się zagrać melodii dźwięczniejszej od jego głosu, ani złożyć słów w poemat godny jego uwagi, ni namalować obrazu, który nie rozpłynąłby się w spojrzeniu Narcyza. Zrezygnowana rzuciła więc farby wysoko na niebo, a te rozprysły się kolorami po niebie, układając się w pierwszą tęczę... Czy Narcyz pokochał Małą Nimfę - nie pamiętam. Ale tęcza została...
Nie mogłam się powstrzymać, przed wyklepaniem tego skrótowo i nie tak ładnie, jak powinnam, ale mam dzisiaj zbyt pstro w głowie :)

Wczoraj było o Modzie na sukces, dziś ledwo wspomnę telepudło: REKLAMY to ZŁOOOOOO w postaci najczystszej: głupie, nieprzemyślane, już o dykcji reklamujących nie wspominając (ach ta pani dietetyk)... Jedyna lekkostrawna to ta, która poniżej, i niech mi ktoś wytłumaczy dlaczego... Może to te "telebimki"? Nie moje rytmy, nie moje klimaty, ale nie zmieniałam kanału ;)
Ps. Ja tu nie w celach reklamowania Netii, żeby nie było!



Koniec pisania na dziś - zaczynam być nieobliczalna... A nieobliczalność słowami to już przesada ;)

12 komentarzy:

Anonimowy pisze...

Ta "piosenka" z reklamy przesladuje mnie od tygodnia. Łażę i nucę:

"Adin..."

Koszmar, ale przyjemny.

;-)

Pzdr

Malutka... pisze...

Miło czytać, że nie tylko ja załapałam "adin" ;)
Pozdrawiam ciepło

Anonimowy pisze...

A feeee, taką gafę strzelić! Szneki z glanCem... Pyry są oburzone... w tym ja! Żądam na przeprosiny gzika w poście!

Malutka... pisze...

Oj tam, oj tam :) U mnie w domu było germanizowanie, to i glanz z niemiecka piszę ;)
A gzik do potraw moich ulubionych nie należy.
Buziak czkający właśnie...

soy :) pisze...

Uwaga, zabłysnę :P
Szneki z glancem to drożdżówki, okrągłe chyba nawet, z lukrem;)

Malutka... pisze...

No... ;)))))

Anonimowy pisze...

Kochana, jako rodowita Pyrlandka, wiem co i jak. Poza tym, jak na naukę niemca przez dobre 10 lat też wiem co i jak. Ale powiesz: wyglanzowane czy wyglancowane?

Malutka... pisze...

Kochana moja, w deutschu "z" czytasz jak "c" - od cała draka :)

Anonimowy pisze...

I tak się będę kłócić. Poza tym czytaj wyżej ekhm

Malutka... pisze...

Ja się kłócić nie będę, mnie po pyrlandzku nauczyli mówić, po niemiecku pisać :)))))
Moja wielkopolskość ulec nie może negacji z racji rodowodowych ;) Takie tam nieścisłości regionalne.
Ps. Mam przed sobą książkę Witaszek-Samborskiej i zapis słowa glanc jest Twój, ale z uwagą, że zdarzały się i niemieckie opcje, w zależności od stopnia zgermanizowania :)

Anonimowy pisze...

To by trzeba jeszcze spytać Batogową co z fonetyką hehhe i jeszcze jakieś parę opcji by się znalazło wśród tych mądrych głowin ;)

Kto by pomyślał - takie małe a takie kłótliwe :P :)

Malutka... pisze...

Nie prowokuj do dalszego ciągu :D