jadę do domu, wracam w czwartek.
krąg bycia zawęża się coraz bardziej.
coraz mniej jest miejsc dostępnych
coraz więcej takich, do których nie chce się wracać
czyżby znów pomieszkiwał we mnie dawno wygnany dekadentyzm?
Czekam na to, że coś przewróci mój świat do góry nogami. Znów. Przecież już tak było. I wyszło mi to na dobre. Dlatego chcę jeszcze, chcę powtórki.
Zaczyna mnie przerażać perspektywa szukania pracy. Kilka CeFaŁeK poleciało tu i ówdzie, i nic. Jedna firma odpowiedziała, że od czasu do czasu będą mieli dla mnie jakieś zlecenia. Przeraża mnie to.
Jadę do domu, żeby to przejeść i przespacerować, bo od czasu do czasu nie jest dla mnie rozwiązaniem. Potrzebuję czegoś na stałe, nie tylko dla kasy, ale i po to, żeby zdobywać doświadczenie... No żesz.
Czas się pakować... Najlepiej bujając się do tego, bo jakoś tak kołysze i przyjemnie w ucho wpada:
Paaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa
4 komentarze:
miłej podróży ;] i poszukiwania pracy - jestem w tym samym punkcie..
ehhh, praca...
pociągowo pozdrawiam ;)
Stałe, Malutka, jest tylko powietrze, którym dane Ci jest oddychać, a to też nie na pewno.
Nie żebym Cię celowo dołowała, nie...
Ale pozdrawiam cieplutko. :)
Z tą stałością - masz oczywiście rację.
Ale... ja tak lubię, kiedy wszystko w kwestiach istotnych poukładane jest równo na półeczkach codzienności, targającej się najczęściej po czuprynie...
Prześlij komentarz