piątek, 27 stycznia 2012


Jovana już nie ma.
Nie ma jego pięknych łagodnych oczu.
I tego, że przy mnie jest.
Wszystko zaczęło się 16 lat temu, a skończyło się nad ranem.
 Pomiędzy było nasze.

I w dupie mam poprawność polityczną. 
Dla mnie Jovan był i jest przyjacielem.
I będę wyć tak długo, aż się uspokoję.
Bo to nie był tylko pies.

To nie był tylko pies!

To był mój Jovan...
Który czekał na mnie, gdy wracałam ze szkoły.
Gdy wracałam z internatu.
Gdy wracałam z Poznania.




wtorek, 24 stycznia 2012

tendencja spadkowa


To nie jest mój wieczór. I nie był mój dzień.
Każdego dnia coraz bardziej napieram na mur.

Po dwóch godzinach mordowania się z workiem treningowym nic ze mnie nie uszło.
A przecież powinno.
(Tylko mnie ręce bolą).

I mój pies znów miewa się gorzej.

I duszące: WSZYSTKO przemija.

Jest jeszcze wrażenie, że wciąż błądzę w oparach.
Bo przecież...
I nawet.
Element wymienny? Zagadnienie usterkowości?


Powolutku.
Po cichutku.
Delikatnie.
I czule -
- upadam. 


niedziela, 22 stycznia 2012

ciii


Przydługi, emocjonujący wieczór. 
Opowiadamy sobie różne historyjki: wszak Nowy Człowiek prowokuje do wspomnień.

I naszło mnie, choć starałam się bronić, że dla mnie to już bardziej pożegnanie.
Bo nieprędko wrócę. 
Pożegnanie.
Dziecka, którego właściwie nie poznam...
Brata, z którym wreszcie rozmawia nam się łagodnie i bezspornie.
Rodziców, bo przecież wiem, że za moment przestaną mi mówić, co się w domu dzieje.
 
I Nas, Kochany.
Nas sprzed tej całej wieczności pomiędzy.
Pożegnanie...
Tych nocy, których od dawna dla siebie nie mieliśmy. 
I tych, które już się nie zapowiedzą.
Mieszkań, których wspólnie nie urządzamy.
I kubków, które nie poróżnią się tylko kolorem.
Etatów, których nie wypracowujemy.
Spacerów, na które mnie nie zabierzesz, bo właściwie nigdy mnie na nie nie zabierałeś.
 
Niewprawna słowem i gestem - przytulam się do poduszki.
Ile zyskam. A ile straciłam.
 
I chciałabym się rozpłakać nad Nami.
Dostrzegam szarość kolejnych dni. 
Zamknięta w klatce przydomowych obowiązków, brzydnę z braku Twojego spojrzenia.

Co zabiorę ze sobą?
Niewiele.

Nic chciałabym tylko zabierać wspomnień.
Nie chcę się pastwić nad sobą tym, co było.
Nie chcę każdej kolejnej nocy myśleć: co robisz? z kim wychodzisz?
I nie chcę wciąż patrzeć na siebie Twoimi oczyma, gdy Ty już na mnie nie patrzysz od dawna.

Może tam uda mi się żyć.
Samotnie. I pusto.
Ale w znośnym oddaleniu.
Bez zbędnych rozproszeń, że z peronu obok pociąg do Ciebie...
 
Może kiedyś zamieszkam w domu, w którym kuchnia pachnieć będzie ziołami.
Może znajdę pracę ciekawą lub sprawię, że praca ciekawa mnie znajdzie.
Może wybiorę się na spacer po parku, po którym wcześniej nigdy nie chodziłam.
I może nauczę się zasypiać spokojnie, kołysana tylko wiatrem, co za oknem.
Może kiedyś wymienię "może" na coś pewnego.


Bo tej nocy znów tęsknota gnać będzie ode mnie do Ciebie.
I serce w drobny mak rozpadać się będzie.
I ciało zawyje żałośnie, porzucone.
Jak każdej nocy od tej wieczności pomiędzy, Kochany.



czwartek, 19 stycznia 2012

tęsknota


roztkliwionam dziś wielce.
palce układam wzdłuż wspomnień na klawiaturze niemej.
i słowa grzęzną w kochaniu.
i myśl błądzi.

Właściwie nic się nie stało.
Jeden rzewny film.
Kilka anegdot.
I pewna fraszka o liście, który z Krakowa do Poznania idąc, w Słupsku utkwił. 

I znów oddam królestwo, dwa nawet, za przytulenie.
I dwa oddechy w jednym łóżku.
I słowa szalone.

Tymczasem poduszki zimne, jak okład z lodu, pomiędzy snami a nie-snami.
I prześcieradło się ściele żałośnie. 

Jeszcze się tylko wiosna urywa soplami.
Dach ku nocy przechylony.

niedziela, 15 stycznia 2012

konkret.



coś kiedyś było o postanowieniach
bo ich nie lubię
i nie robię
zamiast tego codzienna gimnastyka

jeśli wytrwam - kupię sobie spodnie w mniejszym rozmiarze ;)



Poza tym - na posterunku znów nerwy, bo... Zamiast trzech kropek można by moje imię zapisać. No cóż. 
Nie każdemu pasuję. Tutaj pasuję okazjonalnie.
Dziś nie.
Przedziwne zjawisko: w pełnym słońcu, w środku zimy, w gnieździe rodzinnym.
Nigdy więcej.

W sobie - coraz lepiej.

niedziela, 8 stycznia 2012

i


nieprzyzwoicie atrakcyjny dziadek do orzechów
i miska pełna laskowego smaku

czasem za oknem
(mam wrażenie)
  tylko się jeszcze gwiazdy unoszą


The Knife - Silent Shout

piątek, 6 stycznia 2012

by...


czerwień koralowa
i szelest koronki
wymięte
by - słodycz niedopowiedzenia
tym wiatrem który we włosy wplątany
nie mój-
-jest

ustami w słowach
obnażenia

bezlitosne sny


poniedziałek, 2 stycznia 2012

pomyślałam, że już luty...


jak na matematyce - linijką po dłoniach
tyle... że w życiu
co jeszcze?
smak pomarańczy w intencji wspomnienia

drogą ode mnie
donikąd-
-chodź.