roztkliwionam dziś wielce.
palce układam wzdłuż wspomnień na klawiaturze niemej.
i słowa grzęzną w kochaniu.
i myśl błądzi.
Właściwie nic się nie stało.
Jeden rzewny film.
Kilka anegdot.
I pewna fraszka o liście, który z Krakowa do Poznania idąc, w Słupsku utkwił.
I znów oddam królestwo, dwa nawet, za przytulenie.
I dwa oddechy w jednym łóżku.
I słowa szalone.
Tymczasem poduszki zimne, jak okład z lodu, pomiędzy snami a nie-snami.
I prześcieradło się ściele żałośnie.
Jeszcze się tylko wiosna urywa soplami.
Dach ku nocy przechylony.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz