sobota, 27 listopada 2010

nocą, do Ciebie

ciemna mętna noc rozsypana po śniegu
naiwnie poszukuję gwiazd na niebie
zastanawiając się ile z nich musi spaść by spełniło się jedno czyjeś życzenie
nieegoistycznie chciałabym dziś całej ręki

Ciężkie myśli, jak artyleria. Nie umiem się dostosować.
Zaczynam rozmyślać, co straciłam i ile przegapiłam.
Spod kontroli wymyka się czas.
W piwnicy chyba znów za dużo wody.

Obiecałam Ci, że będę pisała dłuższe posty, ale myśląc o Tobie mam w głowie tylko strzępki zdań. Powinnam przeprosić.
Przez moment znów uwierzyłam w fatamorganę Twojej obietnicy. W fatamorganę niedawnej prośby, z której też się cieszyłeś.
Banalnie - przestaję wierzyć w Twoje słowa.

Dawno temu skorupa była twardsza. Dawno temu...

Tylko dlaczego znów myśląc o Tobie muszę walczyć ze łzami, które niepokornie spływają na zielony T-shirt?

Dobrze, że piec kaflowy może otulić mnie swoim ciepłem.

Nie lubię takich nocy.
P.

3 komentarze:

soy :) pisze...

Oj Mała, no nie smutaj...będzie dobrze:)

Anonimowy pisze...

eh... jakbyś pisała moje myśli... wiesz, kiedyś wszystko sie zmieni, wreszcie przyjdzie ten moment, tylko nie można go przegapić. Skorupa nie będzie potrzebna, słowa będą bez znaczenia, a wspomnienia nie będą wyciskać łez. A póki co trzeba z tym codziennie się mierzyć.

Malutka... pisze...

Soy - już smutam mniej ;)

Porcelanowa, moje wspomnienia za bardzo mieszają się z teraźniejszością i sama gubię się między byciem w dwóch tak odległych od siebie odstępach czasu; wtedy i teraz...
Pozdrawiam :)