Obraz Zinaidy Serebriakovej.
Czasem się cieszę, że o sztuce wiem, tyle, ile zobaczę...
Najprościej i naiwniej mówię: piękny.
I w rzeczy samej jest piękny.
Jego istotą jest piękno.
Artodyssey to kopalnia i skarbnica.
Zagoszczę tam na dłużej, zdecydowanie.
Przyziemnie: Poznań sparaliżowany. Tramwaje stoją od Kościoła na Fredy po Teatralkę. PKP nie funkcjonuje normalnie. Śnieg prószy nieustannie. Ja znów dbam o niezalanie pokoju. Za oknem śnieg, szronu dziś nie widać. Realnie wpadłam w zaspę na chodniku ;)
Na konferencji wysiedziałam 3 referaty. I wystarczy. Dlaczego odczyty muszą być nudne? Zupełnie tego nie rozumiem, zwłaszcza, że temat całości ciekawy jest i do niewielkiej sali spieszyły tłumy.
Marzą mi się truskawki. Ja wiem. To już przesada absolutna. Ale nie mogę ich sobie wybić z głowy. Soczystych, słodkich, tak perwersyjnie letnich i rozgrzanych słońcem do czerwoności.
Przynajmniej muzycznie łagodniej, choć nie powiem, ciągnie mnie do Linkin Parkowego łubu-du.
Teraz spokojniej, nastrojem wyciszonym, zapomnianym:

4 komentarze:
Idealne proporcje...
Dzięki za rozgrzewający obrazek
;-)
Też mi się tak wydaje...
I jej mina :)
Pozdrawiam
Znaczy, że dużo dziecka w Tobie, co potrafi jeszcze na świat patrzeć z zachwytem. :)
Akemi ten zachwyt dziecięcy chciałabym mieć w sobie, mając lat 80. Dorosłe życie dorosłym życiem, ale... ;)
Prześlij komentarz