środa, 12 maja 2010

:)


Jestem szczęśliwa. Tak po prostu.

Wielki przewrót majowy w mojej głowie trwa już ponad miesiąc, a teraz tylko się uwydatnia. Dziób śmieje się nieustannie. Słońce świeci nawet teraz (choć niekoniecznie nad Poznaniem). Mam ochotę tańczyć, właściwie to już tańczyłam w 418...



Wizyta nr 3 w szpitalu "p" zupełnie inna. Byłam sama. Rozmawiałam z Nią. Rozmawiałam z lekarzem. (Rozmowna jestem ostatnio ;).
Konkretniej. Dobitniej. Właściwie. Wiem na czym stoimy. I na czym musimy jeszcze stanąć - to bardzo dużo. To dużo więcej niż się spodziewałam. Choć wszyscy wiemy, że póki co - to mogą być ledwie
gruszki na wierzbie, śliwki na sośnie. No, ale to przynajmniej jakiś początek sensowny.
Oddział otwarty bardziej komfortowy. Pokój, a nie korytarz, szafa
na ciuchy, szafka na prowiant i książki. Bardziej kontaktowne persony. Praktycznie nie widziałam nikogo z personelu.
Właściwie wygląda jak to jak letnisko, gdzie się wypoczywa. Piękny park. Wyjścia nad rzekę, a na niej kaczek ilości mnogie. Miasto, miasteczko, mieścin
ka.
...


i takie cusie znalazłyśmy między kobiercami konwalijek ;)

Brak komentarzy: