No i znów jestem. Mam ostatnio problemy z pisaniem na blogu, jakoś tak same TRUDNE rzeczy się cisną do wygłoszenia w sieć, w świat... Więc się powstrzymuję usilnie, bo:
* nie chcę wiecznie smęcić
* są miliardy ciekawszych tematów
* ja mam dużo ważniejszych zadań do spełnienia: SESJA wciąż trwa i szerzy postrach wśród biednych poznańskich (i nie tylko) żaczków ;)
* za dużo mojej prywatnej śmiesznie zużywanej głupoty ujrzałoby światło dzienne, i jeszcze by mi się przedwcześnie wyeksploatowała (a ja bez mojej głupoty, to nie byłoby to samo, i byłoby smutnie i nudnie itd.)
Co do spraw aktualnych:
* On jest :*
* Aga jest ;)
* Przem jest debilem (i satysfakcja, że to napisałam) :D
Moje przemyślenia? Chwilowo nie... Bo... Przyczyny wymienione wyżej... :D:D:D
Rany!!! Ile we mnie dystansu?! Jestem pod wrażeniem samej siebie :) I chce się żyć, i chce się pisać, i chce się być ludziem pospolicie niepospolitym :) TAK, TAK, TAK... JA TO PISZĘ! JA SAMA... WŁASNOKLAWIATURNIE...
dobra, zwalniam, za dużo słodu, miodu i maliny - tak samej sobie, to przecież nie wypada! ach ta skromność usocjalizowana :)
A teraz zdradzam sekret: cały mój dobry nastrój, mój świetny humor, moja wena, natchnienie, radość z egzystencji itd, etc - wynik lektury jednego tekstu: objętość 12 stron, wersja Word, 5 rozdziałów
KAROL IRZYKOWSKI: GODNOŚĆ KRYTYKI.
I czuje się powołanie, każdą literkę, każde słowo, każde zdanie : nadmiar informacji we mnie samej kipi, funkcja metapauliniasta skumulowana do granic możliwości...
Wiara, nadzieja, miłość... HEHE: wersja: JAAAAA i tylko JAAAAA :D
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz