Za oknem deszcze. W głowie chaos. Ciało - wykończone fizycznie. Komputer rozgrzany do czerwoności. A jaśmin jak stał na szafce, tak stoi nadal.
Ociężale dotykam kolejnych klawiszy, bo przecież znów tyle muszę napisać, tyle wystukać... :)
Pierwsza sprawa - będę się chwalić - uwaga! Mój tekst zostanie zamieszczony w pisemku literackim, studenckim... Tak, tak... Te wypociny na temat Pilcha powędrują w świat. :) Nota nr III została zakwalifikowana przez dowodzącego działem Pawła do bycia atrakcją, ozdobą czy innym elementem niezbędnym, a pożądanym... Aż mnie korci, by tę notę dodać do posta...
Sprawa druga: troszkę skromniej. Pewien Profesor miał wczoraj niezły ubaw z dwóch dziewcząt, które śledziły każdy jego ruch, każde słowo spijały z ust, każdy uśmiech odwzajemniały - jednym słowem pan profesor został BOŻYSZCZEM :) No tak: Aga i ja zdecydowanie szalejemy na jego punkcie :) Ale dla jasności: obie chcemy się zająć wolontariatem w hospicjach, obie pragniemy nawiązać współpracę właśnie z Profesorem, który jest jednym z najważniejszych specjalistów w dziedzinie medycyny paliatywnej w kraju, a właściwie na świecie. Dodać należy, że Pan Profesor wyraźnie zapałał do nas sympatią, bo chętnie przystał na propozycję indywidualnej rozmowy na powyższe...
Poza tym: zmieniłam promotora. Mam nadzieję, że to już ostatni raz, tak na amen z kropką na końcu zdania. Czyli jednak magisterka z... no właśnie... dobre pytanie: estetyka, teatr, teoria literatury, dramatyczność - to są koniki mojej pani promotor, która jest bardzo sympatyczna, ale ja (łoś skończony) nie pomyślałam, że są u niej miejsca jeszcze. I dzisiaj w wyniku posiadania wtyk w sekretariacie sprawdziłam u kogo są wolne miejsca i zapadła decyzja, że ostatecznie teoria będzie :)
Reszta - jak mi wena wróci, a przynajmniej jak głowa przestanie boleć... ;)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz