odkrywam powoli swoje powołanie: usypiam innych, ale i doskonale ich pobudzam - działając na biedne, skołatane nerwy odwrotnie niż melisa...
pieprzony labirynt, z którego nie ma wyjścia!
mam w dupie, czy coś się we mnie zmieni.
nie mam w dupie tego, co będzie z Nim. póki co, dzięki mnie, nie jest wesół, tyle, że to nie do końca moja wina - usprawiedliwiam się? tak - to takie naturalne i oczywiste - indywidualistyczne pragnienie absolutu nie hołduje zasadzie: do celu po trupach. a póki co, trupów wkoło od cholery...
a najlepszym jestem JA :) :) :) a prawdę pisząc - najlepszym, bo jedynym, tyle, że trupio patrzę, trupio widzę, trupio myślę.
no dobra. koniec żartów. chcę do Jovanka. tyle na dzisiaj. adios :)
2 komentarze:
Ej ej, a to co za notka? Bo tak nie bardzo jarzę co jest grane ;/
Marta... No znów to robię. Nie umiem znaleźć granicy między mną a resztą świata... A przecież Jego świat to czasem sen, książka czy film... A nie tylko ja i ja... No i narozrabiałam, choć w wyniku Jego ignorancji... A Aga temu świadkowała, biedna... Ehhh
Prześlij komentarz