czwartek, 11 czerwca 2009

Do domku...

Wreszcie jadę do domku. Po jakichś trzech tygodniach - niby krótko, ale jak dla mnie - stanowczo za długo... Zdążyłam się stęsknić i bardzo liczę na to, że troszkę się w domu nabędę i nacieszę rodzinką całą :) (Ciekawe jak krajobraz naturalny: kotki już pewnie rozrabiają, psy wariują, cielak wyrósł ze ssania palca itd).

Tegoż posta piszę z pociągu :) Dodać należy, że pierwszy raz od niepamiętnych czasów podstawili tak niebywale komfortowy skład - mój wagon - lepszy niż pierwsza klasa :) Szok, ale bardzo pozytywnyyyyyyy!!!!!!!!!!!!!!!!!

Jedno mi się nie podoba. On przyjechał wczoraj - na niecały jeden dzień, niepełną noc itd. Ustaliliśmy, że poczeka do mojego powrotu, a potem sam wróci do siebie... Ale o tym, jak przyjemna jest świadomość tego, iż On będzie w pokoju, będzie na mnie czekał, kiedy wrócę z domu - pisać chyba nie muszę.

Przekonałam się też, że byłam wobec Niego niesprawiedliwa. Zawsze marudziłam, że nie jest odpowiedzialny, że się rozdrabnia - a teraz - tak naprawdę tylko na Niego mogę liczyć i tylko On choćby nie wiem co - pomoże. Czasem przyjaciele też wybierają pozycję, z której im wygodniej... Ale nie mam pretensji, tylko jakoś smutno, że TYM RAZEM nie mogłam liczyć na pomoc z ich strony, tylko ściągałam specjalnie do Poznania Jego...

Słońce pięknie grzeje z wysoka, jest jasno i pogodnie. Dzisiaj chce mi się żyć!

Buśki Czytaczom moim :)

Brak komentarzy: