Właściwie straciłam ostatnio zapał do pisania, co tam u mnie słychać, bo... albo totalna breja miszmaszowa, albo serie porażek - awantur, albo za dużo smutków i goryczy :/
Dzieje się też sporo dobrego, ale jakoś tak ciągle szala przechyla się na stronę ciemną i złą...
Ale pisać będę o dobrym, a co!
On jest... nadal. Od zeszłego tygodnia. :)
Mich się dzisiaj wyprowadził, ale nocuje u mnie "na waleta".
Aga zagląda często - co cieszy, krzepi i podnosi na duchu... Bo właściwie jest jedyna osobą, która spogląda na wszystko z trzech perspektyw: obiektywnej, własnej (Agowej) i mojej.
Dostrzegam też pewne postępy w relacjach z Nim. Chyba odrobinę mnie zaczyna rozumieć... a przynajmniej akceptować moje podejście, spojrzenie, moją pozycję wyjściową. Patrzy przez pryzmat moich wątpliwości, postanowień, zasad, starych nawyków... I jakoś tak mi raźniej.
A i ja przekonałam się, że On... czasem ma rację, nawet, gdy kompletnie nie rozumiem Jego pobudek...
Uczę się z gramatyki historycznej. Jest ciężko. Nie rozumiem zbyt wielu zagadnień, ale liczę na łagodny wymiar kary.
Pewnie, gdyby w końcu udało mi się przywieźć tutaj Jovana - byłabym w pełni szczęśliwa...
Wnioski?
*życie trwa, choćby się wydawało, że już koniec świata
*kochać powinno się tych, których się kocha; unikać tych, którzy unikają
*uczyć należy się przynajmniej 3 dni przed egzaminem
*dzień tylko pozornie jest długi - w rzeczywistości przed chwilą była 14., teraz jest już prawie 21
*telefon to narzędzie tortur - bez niego byłoby o wiele prościej
*chińskie kulki z dzwonkiem uspokajają nerwy
*lody są dobre o każdej porze dnia i nocy
*truskawki to wymysł diabła
*mężczyzna otulony kocykiem wygląda rozkoszniej nawet od słodkiego bobasa
Paaaaaaaaaaaaaaa :) :) :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz