Jestem, tutaj mnie nie widać, ale z całym bagażem odczuć stwierdzam, że jeszcze żyję, jeszcze jestem... Oddycham, jem, myślę, kocham, uczę się i usilnie szukam pracy...
On wrócił znów do domu. Nie wiem czemu, ale za każdym razem jest mi tak samo ciężko z tym. A ciężej jeszcze, gdy po niewinnych śladach widzę, że Jemu też z tym nie jest dobrze, właściwie się rozkleja... Oczywiście nie tak jak ja, inaczej na Jego i tylko Jego sposób...
Liczę, że jakoś to będzie. Zaliczyłam jedną pracę, z rangi tych "koniecznie do zdania/ zaliczenia". I się dowiedziałam, że mój styl i język bliski jest wzorcom młodopolskim i dobrze się czyta to, co ja piszę, co wychodzi spod mojego pióra, a raczej spod mojej klawiatury. I jest mi miło. I czai się we mnie duma jakaś. I jest nadzieja, że to nie są zmarnowane studia...
A teraz - czas na pracę ;/;/;/ Paaaaaaaaaaaaaaaaaaa
Ps. Kocham...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz