piątek, 11 czerwca 2010

Dzień: off

Wieczorowo Malutka jest zmęczona. Kolejny aktywny dzień i właściwie prawie nie było mnie w 418.

Mimo wszystko znów wybyłam na plażę, czyli do wody. Potrzebowałam zmęczyć się fizycznie, odreagować to, co odreagować należało. I jestem zadowolona. Z moim pływaniem nie jest aż tak źle (przez ponad rok nie pływałam wcale).
Przy okazji zdałam sobie sprawę z tego, że nic tak na mnie nie działa jak mordęga fizyczna. Długi spacer nad Rusałkę, to było mało - wybyłam więc później do mojego maleńkiego parku, o którym tak niewielu wie.
Uroczy park pełen historii, położony na uboczu, piękny, dziki, a jednak nieuczęszczany, pozwalający na swobodę i intymność, tak myśli, jako i czynów ;)))))))))))))))))

Plaża - nie polecam. Tłoczno, duszno i w ogóle.

Wyprawa do parku - przełomowa. O tym można by napisać książkę: "Jak niesocjalizowana Malutka zdobywa świat", krok po kroczku, choć lepiej oszczędzić makabrycznych opisów, zwłaszcza samej zainteresowanej.

Wróciłam do 418 o 21. 40. U sąsiadów impreza.
Mogłam skorzystać, gdyż jedną z przypadłości Jaśka, zaraz po nurkowaniach, jest nomadyzm imprezowy - Jasiek wparował do nas już drugi raz - w celach: zapoznawczych.
I tak pokonwersował z Malutką, ale nie wzbudził mojego entuzjazmu - no cóż: bywa.

Narzekam powoli i lekko bardzo, że mi samotno, że tęskno, żeby nie strącić kropli rosy z własnych rzęs każdego kolejnego poranka. Uczę się. Od nowa. Tyle, że uczę się według zasady: nie kcem, nie potrzebujem, nie muszem.

Wyszukane w sieci :)

Ale to nic nie znaczy. Nie da się wejść do zajętego serca, nawet jeśli lokatora eksmitowano (lub sam się eksmitował). Tak mam. I nie da się, póki co, tego obejść.
Chyba sama zaczynam wreszcie godzić się z tym, że może mi być źle z tym wszystkim. I jest. Niewymownie: na wydziale, gdzie zrobiłam małą pokazówkę: On jest mój (a ona choć miała na imię Wiktoria - przegrała tamto starcie); w tramwaju, którym jeździliśmy z Ogrodów do mojego/naszego akademika; na Olimpii - gdzie przez dwie noce zamarzaliśmy śpiąc w kurtkach; nad stawkiem, po którym pływają nasze kaczki...

Wyszukane w sieci :)

Znam kilka tęsknot. Niektóre są miłe, przyjemne, wnoszą do myśli roztargnienie niegroźne, krzepiące nawet...
Ta tęsknota gniecie od środka. Miażdży myśli. Pojawia się i znika: niewiemjakniewiemkiedy. Budzi się prawie o tej porze, co ja. Zasypia podobnie.
Nauka egzystowania razem z nią - do najmilszych i najprzyjemniejszych nie należy.

Pora spać.

Plan na jutro -wstać o 5 i pójść pobiegać na Cytadelę. I wreszcie pojawić się w aptece.

Dobrej nocy

2 komentarze:

Kama pisze...

I co plan zrealizowany?

Malutka... pisze...

Plan? - zaspałam... Albo inaczej: spałam tyle godzin, ile śpi przeciętnie człowiek :)
Ale pobiegać pójdę na pewno ;)Wieczorem. Do tego czasu załatwię sprawy na mieście i się pouczę, bo sesja...
Pozdrawiam Cię ciepło