czwartek, 24 czerwca 2010

sza...

gorszy dzień

niby w robocie zeszło
od jutra będę się błąkać po kardiochirurgii
dziś się okazało że Piotrek kończy ratownictwo
czyściłam książki papierem ściernym i środkiem do szorowania powierzchni płaskich
Ewa się wybroniła na "4 i pół" a napisała na 5
Misiek wreszcie ze mną pracuje
a jednak

pusto
cicho
byle jak

topolowy puch amortyzował kroki na chodnikach
samochody wyły w korku z bezruchu
a ja
po placu zabaw
po huśtawce i tym czymś od czego kręci się w głowie
po poznańsku
miałam mało
wrażeń
Wyszperane w sieci :)

bo przecież jeszcze dzień
koncert w perspektywie
i Bazyl
w domu czekanie
w głowie plan cały

i
nogi przestały współpracować
ledwie do 418 doczłapałam

Brak komentarzy: