piątek, 4 czerwca 2010

Eminencja

wstałam.
wściekła jak dziki pies podrażniony przez, przez, przez kota, na przykład.
o 7 rano przywitał mnie dziwny ton mojej rodzicielki - miły, ciepły z prośbą niewypowiedzianą...

zazwyczaj prośby mamy wiążą się z kupieniem czegoś (najczęściej: tytoniu i filterków)
ale dzisiaj
rekord

że niby w Gnieździe Rodzinnym, a właściwie w obszarze okalającym, bunt wybuchł i nie ma komu podziękować Jego Eminencji za wizytę, i że niby Alejandro i ja mamy to zrobić pod koniec mszy ;/;/;/


Sajgonarium. Nie ma mowy. Over my death body!!!!!
Nie będę robiła z siebie durnia.
Ani innej ofiary losu.

Niech sobie idzie dziękować, witać, żegnać, jakaś inna panna - Cześ nie ma zamiaru.

i już!



Ładnie się ten dzień zapowiada. ;/;/;/;/;/;/;/;/;/;/;/;/;/;/

Brak komentarzy: