wstałam.
wściekła jak dziki pies podrażniony przez, przez, przez kota, na przykład.
o 7 rano przywitał mnie dziwny ton mojej rodzicielki - miły, ciepły z prośbą niewypowiedzianą...
zazwyczaj prośby mamy wiążą się z kupieniem czegoś (najczęściej: tytoniu i filterków)
ale dzisiaj
rekord
że niby w Gnieździe Rodzinnym, a właściwie w obszarze okalającym, bunt wybuchł i nie ma komu podziękować Jego Eminencji za wizytę, i że niby Alejandro i ja mamy to zrobić pod koniec mszy ;/;/;/
Sajgonarium. Nie ma mowy. Over my death body!!!!!
Nie będę robiła z siebie durnia.
Ani innej ofiary losu.
Niech sobie idzie dziękować, witać, żegnać, jakaś inna panna - Cześ nie ma zamiaru.
i już!
Ładnie się ten dzień zapowiada. ;/;/;/;/;/;/;/;/;/;/;/;/;/;/
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz