Przeżyłam.
Właściwie wszyscy przeżyli.
Oczywiście w kościele nie zrobiłam nic w związku z witaniem/ żegnaniem/ dziękowaniem.
Poradzili sobie beze mnie.
Jego Eminencja okazał się być fajnym facetem, właściwie w moim typie ;)
Ale to dopiero przy obiedzie, gdy przebił się w rozmowie z Resztą Gromady w moją stronę. Dziwne, bo siedziałam cicho, obserwując to, co dzieje się w pokoju, nie wychylając się (jak Alejandro), nie frapując spostrzeżeniami (jak większość). Po prostu cicho. I zaczęliśmy rozmawiać, trochę o książkach, trochę o Poznaniu, aż wreszcie tor boczny: "wyróżniasz się, masz coś w oczach". Tzn? "Jakiś smutek i wielką ciekawość"...
Bez komentarza.
Ale co racja to racja - wszystko zaczyna mnie interesować...
A do tego - wczoraj biegałam.
Dzisiaj też zdążyłam zrobić kółeczko. Dzielnie towarzyszył mi Jovan.
Motto dnia: dobrze mi :)))))))
P.
Ps. Nie mogę doczekać się jutra!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! :))))))))))))))))))))))))
Ps. Może Adaś po mnie przyjedzie jutro...?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz