kiedy wstaje się pół godziny później - powinno być lżej... nie było. ale to kolejny dzień z cyklu dni specjalnej troski... więc luz - sama siebie rozgrzeszam.
rano szybka wyprawa na stację po moich. jeszcze szybsze przemieszczenie się do szpitala na kardio.
i na dzień dobry poraził mnie taksówkarz: "panie, przecież oni tam biorą w łapę legalnie. na przeciwko szpitala mają swoje gabinety prywatne". do tej pory nie trafiłam na coś takiego. i oby nie. drażni mnie więc takie gadanie, choć niestety doskonale wiem, że jest w tym ziarno prawdy...
na Długiej jest dziwnie. oddziałowa to herszt- chuchro. lekarzy nie widać, ale czuć ich obecność podskórnie. nim załatwiliśmy wszystkie formalności papierkowe, żeby przyjęli wuja na oddział - minęły dobre dwie godzinki. potem szybkie ekg, pobranie krwi i takie tam żadne ekscesy szpitalne. i "goście już dzisiaj nie są panu potrzebni", czyli do widzenia.
zabrałam więc ciocię do 418, które, z racji mojego przesiadywania w robocie, nie wygląda na świątynię porządku, ładu i czystości. ale ciocia przeżyła. ważne, że zrobiłam śniadanie i kawę mocną.
Kazik wykorzystał sytuację i postanowił pobyć w centrum uwagi. najpierw hałasował strasznie, potem zaczął myśleć o ewakuacji z klatki, a na końcu piszczał, przeraźliwie piszczał. wyciągnęłam go więc z lochu, dałam trochę sałaty i ogórka, wybawiłam się z nim, ale uspokoił się dopiero, gdy położyłam go na ramieniu i pozwoliłam łazić po mojej szyi (strasznieeee łaskoczeee).
ciocia miała wytrzeszcz. he he. się wie, że mnie zwierze lubią ;Q
po odwiezieniu cioci na stację wybyłam jeszcze na 4 i pół godzinki do hurtowni. i się dobiłam fizycznie. szef sam stwierdził, że przeginam i zabronił Tobisiowi dawać mi zamówienia przekładające się na paczki i pakiety, czyli, że miałam robić pojedyncze egzemplarze, na szczęście Tobiś uległ moim namowom, bo ja małych faktur nie cierpię, i dawał normalne zlecenia.
a jutro od rana powtórka z rozrywki.
i po południu wyprawa do szpitala...
ps. 1. Izz mówi, że zrobiłam się oschła.
ps. 2. ByłyOn potwierdza.
ps. 3. a szef stwierdził, że w tym roku wyglądam lepiej, więcej się śmieje i że chyba mi się coś w życiu udało - optymistyczna jestem i dobrze rokująca wg. niego :)
ps. 4. skłaniam się ku opinii szefa - jest lepiej :)
ps. 5. tylko niech mi ktoś wyłączy w głowie myśl: "coś się spieprzy, coś się musi spieprzyć"...
ps. 6. jest taki ktoś, kto... ale poza moim zasięgiem. znów. no bo... ale... ciągnie mnie... zwłaszcza, gdy... i wtedy tak się... chciałabym choć...
ps. 7. łamigłówka ma imię na tę samą literę, co ja :D
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz