Sen: niezbędny do życia, jak tlen, woda i pokarm (i kilka takich tam innych).
Położyłam się spać równo o 3. Padnięta, z pulsowaniem pod czaszką. Ale napisałam, bo jak nie ja to kto? Wniosek: następnym razem takie rzeczy to przynajmniej dwa dni wcześniej, a nie 8 godzin, bo się z Malutkiej zrobiły zwłoki totalne...
Miałam wstać ciut po 7, ale organizm przezorny jest, i żeby nie zaspać - obudziłam się o 6.05. Mordęga. Muszę jeszcze zrobić korektę tekstu, bo wiadomo, że jak się coś pisze na śpiącego, to potem wygląda to tak: "Marlow dostrzega barierę poduszkamiędzy nim, białymkocyk Europejczykiem, a tamtym światem, od którego oddziela gokołderkaściana ciemnego buszu. Zmysł widzenia – pozwala mu dostrzec spaćswoistość [...]".
Sen, mimo wszystko, przyszedł. Mój ulubiony z dziwnym powyginanym, kutym krzesełkiem... Kiedyś już o nim tutaj było. Dawno mi się nie śnił. Zadziwia mnie, jak wielka ilość szczegółów jest w tym śnie, jak bardzo angażuje on zmysły: widzę, dłonie wyczuwają fakturę, do nozdrzy przebija się zapach. Dostrzegam detale, błysk ostrza, kolor podłogi, ale i zmieniający się płynnie dźwięk.
Plan na dzisiaj - zdać ten durny odczyt. Położyć się spać i posprzątać, bo jakoś nie możemy dojść do ładu, a pokój wygląda jak po przemarszu wojsk zjednoczonych państw ościennych. (Albo gorzej).
Miłego dnia
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz