czwartek, 25 listopada 2010

piraci, rum, herbata

Przeglądam niebo w szybach.
Skłócone ptaki uderzają skrzydłami o ogołocone kikuty drzew.
Jesienny chłód, jesienne chmury, jesienna chandra.
Czas w zmąconej deszczówce nie posuwa się do przodu.
Wskazówki na tarczy nieubłaganie tkwią pomiędzy 17. 25 a 17. 27.
Tymczasem bursztynowy kolor herbaty domaga się mocnego rumu.
Jakby stałość i powtarzalność spijane były prosto z zielonego kubka.
Dlatego obejrzę morską historyjkę o piratach, beczkach, i głośnych armatach...

Wyszperane w sieci :)

Miałam dziś ćwiczenia z literatury najnowszej. Porażka. Późna twórczość Miłosza omawiana tak, jakbyśmy nadal chodzili do podstawówki. Żal pięciu lat studiowania. Grupa nie była skłonna do współpracy, gdy przy trzecim wierszu padły takie same pytania: "jaki jest nastrój utworu? kto jest podmiotem lirycznym? co mówi nam podmiot liryczny?".
Skończyliśmy wcześniej, przekonawszy pana prowadzącego naszym wymownym milczeniem.
Niech już będzie koniec. Czerwiec. Obrona. I wolność.
Czapki z głów!
Tak ma cała grupa dziekańska.


Poza tym - zasypiam na stojąco. I padam na twarz. I myślę o tym, że zasnę nad Larssonem.

10 komentarzy:

lelevina pisze...

Literatura współczesna i pół roku z Miłoszem, jakby nic innego na tym świecie nie istniało. Porażka porażek... Obrzydziło mi.

Malutka... pisze...

U nas jedne zajęcia... Ale generalnie najnowsza to zlepek wszystkiego, czego się w literaturze brzydzę. Lepiej nie będzie.

Marcin pisze...

Tak sobie zajrzałem... Dzień dobry - na dobry początek, a właściwie dobry wieczór. I mała refleksja: współczesna, nie-współczesna, miło tak sobie studiować. Ja bym na ten czerwiec tak nie czekał. Chętnie bym sobie czasem wrócił na chwilę do czau przed moim czerwcem.
Pozdrawiam

Malutka... pisze...

Miło mi gościć u mnie :)
Wiesz, za jakiś czas zapewne też zatęsknię, chwilowo jednak nie marzę o niczym innym (a przynajmniej bardzo marginalnie o innym marzę), jak tylko o tym, by już nie użerać się z dziekanatem, wykładami na których wszyscy śpią i ćwiczeniami, które powinny być ważne - tymczasem posucha...
Pewnie mi w kwietniu przejdzie ;) I wtedy zacznę ubolewać, że to już końcówka.

Marcin pisze...

Pewnie tak. A później przyjdzie wrzesień i październik - wtedy dopiero żal.
A z tego,że na wykładzie wszyscy śpią, nie wynika, że wykład nie jest ciekawy, tylko, że wszyscy nie są zaciekawieni... Kwestia podejścia. Mi się miło siedziało na wykładach o ósmej rano, na które docierało 5 osób, czyli niecała 1/20 roku. Choć porównywać nie można, Może Twoje faktycznie są lipne :-)

Anonimowy pisze...

Tak, do studiowania się tęskni, ale zawsze można iść na kolejne studia, chociaż to już nie jest ten sam klimat... Co do przedmiotu wykładów się nie wypowiem, bo zupełnie jest mi to obce. Ja walczyłam ze statystyką, psychometrią i historią myśli socjologicznej ;] Poza tymi przedmiotami oba kierunki moich studiów uwielbiałam.

Marcin pisze...

Z tym studiowaniem dalej, to też różnie. Ja po skończeniu studiów przez trzy lata robiłem licencjat. I nic dziwnego by w tym nie było, gdyby nie fakt, że drugie studia zacząłem będąc na trzecim roku pierwszych. Czyli zrobienie licencjatu (który w założeniach miał być magisterką) zajęło mi rok więcej, niż magisterki. Tej pierwszej. Pokręcone to troszkę.

Marcin pisze...

P.S. Studia dzienne licencjackie sześcioletnie w stosunku przerywanym - niby żadna uczelnia nie ma takich w ofercie, a tu proszę - ja mam papier :-)

J. pisze...

o jak ja tęsknię do najnudniejszych moich zajęć z historii starozytnej !! :)) Jak tęsknię za znienawidzoną kiedyś gramatyką greckich czasowników, ba!! za aorystem nawet ...!!

Bo wiesz, po tym czerwcu moim to taka proza życia dała mi w mordę, że do dziś się zastanawiam,czemu nie brałam dziekanki, nie odsuwałam terminu obrony.

I gdzie mi się tak spieszyło ???!!!

Malutka... pisze...

Studia, studia i po studiach. Mimo potencjalnego ubolewania, że to "już" - chcę poczuć moment, gdy zejdzie ze mnie cała nerwówka, gdy ujdzie niepotrzebne ciśnienie.
Desperate, kilka udanych wykładów też miałam ;) A z tymi licencjackimi pobiłeś chyba rekord!
Porcelanowa, następne studia były w planie... Ale plan uległ modyfikacji - zdam ładnie maturę i tyle w tym względzie.
J. jak przerabialiśmy aorysty wszyscy chcieli popełnić grupowe seppuku :D

A po studiach, moi Mili, mam plan: pojechać do chaty pradziadków, co to po niej tylko stodoła została i oddychać górskim powietrzem, kąpać się w strumieniu, łazić między pagórkami - i tak przez całe 2 tygodnie :))))