niedziela, 14 listopada 2010

bombowy temat...

Budzę się względnym porankiem. Spoglądam za okno, a tam niekończący się błękit, przeszywany bogato słoneczną nitką. Jest we mnie potrzeba, by usiąść na parapecie i łapać niebieskości do rąk. Tulić je i wciskać zachłannie do kieszeni.

Dzisiaj był dzień spacerowy. Sprzyjała i pogoda, i nastrój. Trochę parku, trochę Starego Miasta, trochę nieznanych podwórek - dla równowagi przesiadywania przed laptopem...
Zaiskrzyło kolorami płaszczy i liści. Zaszeleściło spadającymi czapkami. Zagrało chodnikowym muzykowaniem. W powietrzu zapach cynamonu. W ustach smak gorącej czekolady.
I rysa na tafli miejskiego oblicza...
Spoglądałam na ulice, z których jesienny obraz wypierają witryny sklepowe, ociężałe od bombek i łańcuchów, figurek bożonarodzeniowych i innych ozdóbek. 14 listopad - czas zacząć przygotowania do Świąt? Czyli, że kupić kartki, że o choinkę z Cytki poprosić chłopaków, zacząć zbieranie prezentów, wypisywanie bilecików na torbach i pudłach, udać się do Braciszków po opłatek i już rozpocząć zmasowaną produkcję aromatycznych pierniczków???
Świat zwariował, upadł na kolana i głowę, jak nic. Ja się już nawet nie zastanawiam, czy faktycznie tak jest, bo... jest.
Za moment zacznie się powszechne śpiewanie znienawidzonych hitów zimowych - największy klasyk:



Całkiem niedawno temu wybrałyśmy się z Aneszką na zakupy. Śmigając między drogeriami i odzieżowymi trafiłyśmy na stoisko z ręcznie robionymi bombkami: klasyczne kule, misie, pajacyki, lokomotywy, samochodziki, nawet helikoptery, a wszystkie prześcigały się w tym, które z nich będzie ładniejsze, kraśniejsze i które wyląduje w torbie klienta. Zachwycił nas ogrom kolorów i kształtów, ta aura dziecięcości świąt (a mnie jedna mała, złota lokomotywa), pewnie dlatego, że był to pierwszy znak oczekiwania na grudniową gorączkę, ta jaskółka, która miała jeszcze wiosny nie czynić... Lecz sójka wybrała się jednak za morze...
Centrum handlowe ugina się już dzisiaj od wszystkiego, co do Świąt nawiązuje. Padłam - jak zobaczyłam sztuczne gwiazdy betlejemskie, czy jak się te kwiaty czerwone zwą, sprzedawane po 50 gr za sztukę... A obok nich - zestawy słodyczy w ozdobnym przybraniu - będą jak znalazł na 6 grudnia - bo wśród słodyczy widać Herr Mikołaja z ferajną, a jak nie ma zabawki - to musi kubek wystawać z ohydną choiną - bleeee...

Zamiast tej całej błyskotkowej powodzi wolałabym, żeby spadła już temperatura, a wraz z nią śnieg i żeby Bogdanka działała, bo marzy mi się wypad na łyżwy ;)

Tyle bzdurzenia na dziś ;)
Wesołych Świąt, ooo, znaczy Wesołego Wieczoru!

7 komentarzy:

Anonimowy pisze...

Szybko ten kawałek w tym roku grają...
;-)

pzdr

Malutka... pisze...

He he :)
Zdarza się, zwłaszcza w przypadku hitów nieśmiertelnych... ;)

Kama pisze...

A u mnie ICE-MANIA już działa i wybieram się na łyżwy. Chodź, pójdziemy razem :).

Malutka... pisze...

Ja się piszę - kiedy? ;)

Magda pisze...

Czyli zaczyna się zbieranie drewek do ogniska, które pali sie raptem 2? 3 dni? Jestem chyba a-świąteczna;)

Malutka... pisze...

Magda, ja też - nie cierpię tego całego bum- rozgardiaszu. I dobrze mi ;)
Pozdrawiam

Kama pisze...

Choćby dziś!