Chyba jestem już dość ostro chora, z całym tym dobrodziejstwem inwentarza i jedyne o czym myślę, to łóżko, a na nim podusia i kołderka.
Dzień był obłędny. Najpierw egzamin - ha hah - przełożony na przyszłą środę (nie z mojej inicjatywy), później sprzątanie w 418 - przede mną jeszcze masa pracy... Dalej: wyprowadzka Izz do inszego akademika, a teraz: przeprowadzka Aneszki do akademika - zwariować można, jak polskie góry kocham!
Poznań dzisiaj okropny, tłoczny, upalny, ociekający potem w tramwajach i autobusach, a wszystko przez paraliż komunikacyjny - remontują pyrlandzką stolicę na Euro (i kojarzy mi się to ze słowami : "Na początku był chaos"...) - a do tego czasu - koszmar na kółkach, szynach, a nawet nogach. Autobusy pokonują swoje zwyczajowe siedmiominutowe trasy w, bagatela, 50 minut lub dłużej. Nie lepiej z tramwajami. Do tego chyba w trzech miejscach padły światła i nim zjawili się policjanci z gwizdkami i lizakami- armagedon się dział, najdelikatniej rzecz ujmując, a mnie brała zwykła ku***ca... Najchętniej - nie korzystałabym już dzisiaj z żadnego środka transportu, ale się nie da - jakoś muszę z manelami wrócić do DSu. Na samą myśl robi mi się słabo.
W jednym z tramwajów podsłuchałam, nie-celowo,rozmowę dwóch licealistów:
- Ty wiesz, Maro, ja to jeszcze żadnego dnia w budzie nie opuściłem.
- Co? Mnie nie było jakieś półtora tygodnia.
- Eee, super. Ja nie mam jak - matka prawie za mną łazi do samej bramy.
Potem mijałam na chodniku grupkę małolatów - i jedna z pannic pochwaliła się "umiejętnością" głośnego i wielokrotnego bekania. A mnie - lekko odrzuciło, ale nic to.
W drodze powrotnej od Izz nowego lokum włączyło mi się "marudzenie", że "12" wlecze się jak flaki z olejem, co Boski skwitował tak:
- A wiesz, że połączenia w mózgu decydują się na najprostszą opcję działania. Nie marudź - bo ci się będzie pogłębiać i utrwalać taki system reagowania.
- Boski, toż ja tak pozytywna jestem jak pozytywka, ale mnie nogi bolą, głowa mi pęka i mam już 300 stopni Celsjusza. I wcale nie marudzę! O!
Dalej. Na przystanku w drodze do Aneszki spotkałam chlopaków, którzy grali w "ta jest moja", oczywiście chodziło o przechodzące kobiety/ dziewczyny/ dziewczynki(?), tylko właściwie nie jestem pewna, czy miarą "posiadania" była uroda czy inne licho. Fakt - nie sądziłam, że takie coś jeszcze funkcjonuje. Jak byliśmy mali ze Subkulturą, to czasem graliśmy w: "a ten samochód jest mój", ale żadne z nas nie przekroczyło wtedy 13 lat... A chłopaki z przystanku to już młodzian ekipa studencka, i to wyżej niż z pierwszego roku (zasłyszane informacje o II i III na informatyce).
Teraz? Zastanawiam się, jaki będzie efekt końcowy dyskusji Aneszki z dotychczasowym wynajemcą. Strach się bać.
Mam już też plan na jutro, jeśli tylko zdrówko pozwoli - zabiorę Eden Lema i aparat, i wybędę na Cytadelę, żeby wreszcie poczytać w spokoju i złapać trochę jesieni w obiektyw ;) I podoba mi się ten plan - Boski byłby ze mnie dumny - bo optymistycznie to chyba brzmi i wygląda.
Napisał(a): Cześ nad Czesiów, czyli pozytyw nad pozytywów. Ja.

4 komentarze:
Wczoraj dwa razy musiałem jechać z mojej mieścinki do Poznania - kory (bo nie korki) były druzgocące.
Szczęściem, jechałem autobusem, więc spory kawałek lektury nadrobiłem.
pzdr
Antku, tutaj już od kilku dni tak właśnie wygląda komunikacja - dramatycznie... Zaczynam się bać dalszych planów remontowych...
Pozdrawiam
A moge zadać niedyskretne pytanie?
W jakim akademiku masz bazę? Bo może chodziliśmy po tech samych korytarzach?
Ja byłem w JAGIENCE, ZBYSZKU i AKUMULATORACH.
W Zbyszku mieszkałam ledwie miesiąc,tuż przed rozpoczęciem I roku. Potem była przeprowadzka do Hanki i tak już mi się tutaj zostało :)
A Jagienka i Zbyszek to pewnie były wtedy te najbardziej imprezowe akademiki? ;)
Żadna tam niedyskrecja :)
Prześlij komentarz