piątek, 10 września 2010

...

Gonić za wiatrem

Pobiec za podmuchem wiatru

Dogonić liść sunący po niewidzialnym

Oceanie i zatonąć w jego toni

A później położyć się na samotnej

Opuszczonej plaży

I przemienić w rzeźbę piaskową

Stać się ziarnem w klepsydrze

I odmierzać czas dobra i zła samym sobą


Na pewno


Nie lśnić pustym złotem

Nie smakować jak poziomki latem

Jedynie stać się przyprawą każdego deseru

Cynamonem

I liśćmi mięty


Naprawdę


Dać się dotknąć

Tylko kilku osobom

Stać się jedwabiem na czyjejś skórze


Na zawsze


Darować sobie żal

I o goryczy zapomnieć


Na razie


Pójść na polanę

Wczesną wiosną, nie latem

Nie kiedy inni robią sobie posłanie

Na mchach soczystych

Przemienić się w źdźbło trawy

I zatańczyć w melodii wiatru

A później schować kroplę porannej rosy

Do kieszeni spodni niebieskich

Jak niebo najpiękniejsze bez słońca i obłoków

Zamieszkać w chatce na drzewie

Razem z wiewiórkami rudymi

Jak kłamstwo przebrzmiałych przesądów


Na pewno


Naprawdę można pokochać

Samotność na zawsze wśród brzóz

Na razie magia zasypia przy każdej możliwej okazji

Wyszperane w sieci... :)

Jakoś beztreściowa dzisiaj atmosfera. Miało być bez słów zakapitowanych. Dlatego myślnik, Może zrobię z tego jakąś tradycję?




Miłego pod- wieczoru ;)

Brak komentarzy: