Gonić za wiatrem
Pobiec za podmuchem wiatru
Dogonić liść sunący po niewidzialnym
Oceanie i zatonąć w jego toni
A później położyć się na samotnej
Opuszczonej plaży
I przemienić w rzeźbę piaskową
Stać się ziarnem w klepsydrze
I odmierzać czas dobra i zła samym sobą
Na pewno
Nie lśnić pustym złotem
Nie smakować jak poziomki latem
Jedynie stać się przyprawą każdego deseru
Cynamonem
I liśćmi mięty
Naprawdę
Dać się dotknąć
Tylko kilku osobom
Stać się jedwabiem na czyjejś skórze
Na zawsze
Darować sobie żal
I o goryczy zapomnieć
Na razie
Pójść na polanę
Wczesną wiosną, nie latem
Nie kiedy inni robią sobie posłanie
Na mchach soczystych
Przemienić się w źdźbło trawy
I zatańczyć w melodii wiatru
A później schować kroplę porannej rosy
Do kieszeni spodni niebieskich
Jak niebo najpiękniejsze bez słońca i obłoków
Zamieszkać w chatce na drzewie
Razem z wiewiórkami rudymi
Jak kłamstwo przebrzmiałych przesądów
Na pewno
Naprawdę można pokochać
Samotność na zawsze wśród brzóz
Na razie magia zasypia przy każdej możliwej okazji
Jakoś beztreściowa dzisiaj atmosfera. Miało być bez słów zakapitowanych. Dlatego myślnik, Może zrobię z tego jakąś tradycję?

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz