czwartek, 2 września 2010

"Do kołyski"

Załatwienie czegokolwiek w tym kraju z cudem graniczy. I to prawda, którą każdy zna, której w jakiś sposób na własnej skórze doświadczył.
Nawet zwykłej recepty, na zwykłe cukierki, które mam w kartotece medycznej uroczego ośrodka zdrowia wpisane, mogą być niedostępne.
Byłam po receptę, bo mi się cukierki skończyły, a to już czas na kolejną porcję frykasów i jak obuchem w łeb!
Lekarz właściwy na urlopie, lekarz zastępujący na urlopie, miła pani w recepcji nie ma prawa wypisywać recept... Na szczęście skłoniłam ją, by mi wypisała poświadczenie, kiedy się dohtory w pracy zjawią z uwagą, że wtedy to, w pierwszej kolejności, lek zostanie zreceptowany. W ramach dania mi dobrej rady śliczna pani w białym kitlu powiedziała bym udała się do rodzinnego, to mi wyszrajbnie papier.
Więc po 14 godzinach w robocie, ledwo powłócząc nogami, śpiąc na stojąco w tramwaju, udałam się do rodzinnego, a tam mały problem: urlop mości lekarza.
Kolejna miła pani poradziła mi, żebym z karteczką poświadczającą pochodziła po mniejszych aptekach osiedlowych, gdzie rzadziej kontrolują, to może się ktoś zlituje i mi lek sprzeda.
I się zlitowała, starsza pani farmaceutka, w aptece nr 3 mówiąc, że lepiej i tu cytuję: "zapobiegać, niż utrzymywać". Trochę nie wiedziałam cóż mogłabym jej odpowiedzieć, więc lekko zawstydzona podziękowałam tylko ślicznie.
Uf.

W pracy było dziwnie. Najpierw ciskałam się po kątach, potem ciskałam czym popadnie, by w końcu wyluzować - popadłam więc ze skrajności w skrajność: wybuchy niekontrolowanego śmiechu trwały przez jakieś 4 godziny. To dlatego, że włączyłam sobie na słuchaweczkach radyjko- Merkurego, a tam takie leciały nie- standardy, że wyłączyło mi się desperowanie.

A teraz desperuję od nowa: mobilizuję się Dżemową: Do kołyski... Wiem, niepotrzebnie. Ale inaczej nie umiem.


Mam milczeć. Więc milczę. Tylko Przema i Izz poprosiłam, by sprawdzili, czy trzymasz się jakoś sensownie. Chyba trzymasz się lepiej niż ja. Oby.

Faktycznie można mnie teraz określić mianem:
cień przeszłości. Cieniem też już jestem, takim dosłownym.




A do tej piosenki się śmieję... Na szczęście u mnie migotliwie, biegunowo: raz plus, raz minus. Toto na plus:

4 komentarze:

akemi pisze...

Starsza farmaceutka, a jaka ludzka... Kto by pomyślał? Ten świat potrafi mnie, mimo wszystko, pozytywnie jeszcze zadziwić!:))
A dla Malutkiej cieplutkie pozdrowienia.:)

Anonimowy pisze...

Malutka, z tym pościgiem za cukierkami to mnie rozwaliłaś. Kobiety to mają ;P Pozdrawiam
Pit

Kama pisze...

Faktycznie, czasem trzeba się nachodzić, naprosić, żeby coś załatwić. Ciekawe, co by było, gdyby chodziło o coś poważniejszego... Ludzie!

Malutka... pisze...

Akemi, pani farmaceutka zdecydowanie zapadnie mi w pamięć... Miała tak specyficzne poczucie humoru, że aż przyjemnie było posłuchać jej komentarzy do rzeczywistości (bo ten o cukierkach to ledwie wycinek) :)
Malutka ślicznie dziękuje za pozdrowienia i odpozdrawia Akemi równie ciepło

Pit: mnie ten wyścig fizycznie wykończył... I fakt: kobiety to mają :) Witaj u mnie!

Lawendowy Kocurku: po moich ostatnich przebojach szpitalnych z wujem nic mnie nie dziwi, a sytuacja poważna też bywa ignorowana, uwierz... Buśki dla Ciebie!