Za dużo się wydarzyło, by o wszystkim napisać ładnie i składnie, dlatego skorzystam ze znanego sposobu skrótowców;
- odkryłam blog Hołdysa Zbigniewa i nie mogłam nie wczytać się w niego wielogodzinnie, a z niego powędrowałam wprost na bloga Pauliny Pruskiej, która tak jak Black walczy z choróbskiem strasznym, ale nie z SM, tylko z nowotworem o długaśnej nazwie... strasznie uświadamiająco to na mnie działa... tak więc - jeśli możecie zajrzyjcie również do całej trójki ;)
- odkryłam kilka kolejnych blogów, z nastawieniem na jeden medyczny, ale taki inszy, bo o prywatność haczy, podobnież jako i mój ;)
- dostrzegam strasznie dziwaczne zawirowania w sferze blogów: kłótnie, spory, wyrzucanie linków i nie chce mi się wierzyć, że blogerzy tak bardzo wrośli w pisanie i znajomości tutaj; pewnie nie jestem odpowiednią osobą, by tak pisać, mimo to - dziwi mnie owe zjawisko; przypominam sobie sytuację, w której ja zagrałam główną rolę i kurka z mega-niedopisania wyszło osądzenie o mega-kłamstwo, a generalnie prawdę wszyscy mieli gdzieś: po czasie mam do tego jakiś dystans (choć M. mógłby powiedzieć, że nie, bo słyszał ode mnie tę historię na pewno dwukrotnie, ale może i więcej, co świadczy o moim zaangażowaniu w nią, mimo wszystko) - tyle, iż zapominanie o tym, że bloga pisze się ku własnej uciesze, jest zbrodnią zdecydowanie ;o
- byłam dzisiaj w LO starym i w internacie z czasów kamienia łupanego, gładzonego czy jakkolwiek inaczej opanowywanego: niezniszczalna pani Czesia nadal króluje w bibliotece i nadal jest najsympatyczniejszą osobą w szkole, a Robert? no cóż profesor ciut przytył, włosy mu srebro oprószyło, ale uśmiech i spojrzenie nadal powalają ;) pogadaliśmy, powygłupialiśmy, któraś klasa nie miała dzięki mojej wizycie lekcji (chyba się cieszyli, gdy wychodziłam z sali po oznajmieniu aktu łaski); było trochę refleksji, że pięć lat jak z bata strzelił, że mi się rozpogodziło oblicze, że nadal mam głupoty w głowie i że fajnie, że się pokazałam - mi również było miło! i bardzo dziękuję :)
- po LO był czas dla Ili, która pracuje jako wychowawczyni w naszym interku; byłyśmy na szarlotce przeplatanej pogaduchami i u Ili w domu na racuchach przeplatanych pogaduchami, podczas spożywania których tłumaczyłam się babci Ili dlaczegoż nie posiadam prawa jazdy, pierścionka zaręczynowego, czy choćby zwyczajowego w moim wieku chłopaka - wrrrr - Ila twierdzi, że ładnie sobie poradziłam z udzielaniem oszczędnych odpowiedzi ;P
- matura: podejdę, a co, nawet jeśli mam zdać na 35 % (czy ile tam potrzebne, by zdać), tak dla własnej satysfakcji, jeśli już nie po to, żeby studiować - I TO NIE JEST KAPITULACJA :D
- a Sławoj milczy, no i rybka... tylko zupełnie nie wiem czemu o tym napisałam.
Poza tym plączą mi się po głowie samotne myśli, poruszone wiatrem czyjejś miłości, rychłego ślubu i tego szczęścia, którego tak często brakuje zwykłym szarym Czesiom. Chciałabym się przytulić teraz do kogoś, poczuć czyjąś dłoń na włosach, szyi i czuć się bezpiecznie.
Starzeję się, czy inne licho?
W gwoli ścisłości - dobry dr House to zły House ;/

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz