Pięknie tu czasami... Gdy ze ścian spływa wrażenie przytulności i ciepła. Gdy świeczki radosnymi ognikami rozświetlają mrok wieczornej pory. Dokoła unosi się upajający zapach wanilii.
Znów wszystko ma swoje miejsce. Dopiero jestem na etapie urządzania/ sprzątania. Ale nagle, nie wiedzieć jak, kiedy i dlaczego poczułam, że to znów mój pokój.
Ugotowałam pierwszy obiad od mniej więcej 2 miesięcy, w ramach deseru zjadłam owoc granatu i teraz... tylko myśli kołyszę przy blasku świec, przy melodiach słów pozbawionych...
Nastawienie: szczęśliwej kobiety.
I jeszcze jedna maleńka wstawka: bardzo mnie ucieszył przyjazd Ewy :) Pojawiła się tutaj akurat teraz, gdy potrzebowałam jej obecności... Ewka to taka nasza dobra "wiedźma". I dzięki niej chce się wierzyć w czary.
I odzyskuje się niemożliwe, nierealnie i to, co poza zasięgiem...
Dziękuję!
Pomogło.
Ps. Bezsłowną muzykę zamieniam na Janis Joplin... Mrrrrr...
Ps. 2. Stan totalnego kOchAnIA siEBiE
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz