"Co by ziścić się miało, dziś, jak liść pięciopalcy prosto w ręce mi spadło - tylko, że tego mało..." A.T.
wtorek, 21 września 2010
Ballada o Pancernych
Nuci się to w głowie mojej od rana wczesnego (proroczo?), który sprowokowała wieść o konieczności przeprowadzki dzisiejszej. Obłędne tempo postawiło na nogi, ubrało, wygoniło na miasto, załatwiło wszystko, co należało i teraz jak na szpilkach czekam na klucz do nowego, oby, domu, znaczy się pokoju :)
A jak Pancerni, to Kubuś!!!
I Kubuś powrócił dzisiaj z wygnania, to znaczy właściwie z wakacji do naszego akademika, w którym mu miejsca wredne urzędasy nie przyznały, z jednym warunkiem na prawie i masą zaraźliwej dobrej energii!!!
Stoiwszy sobie na korytarzu z Izz, okazjonalnie wobec palonej przez nią fajki filozoficznej, zatytułowanej :"Jak z tą przeprowadzką poukładać normalne życie i Czesia egzamin, i przeprowadzkę Izz do innego akademika", najpierw posłyszałam, potem zobaczyłam. Było: "Cześć dziewczynki! O Czesiek, skróciłaś włosy, ładnieee." Kubuś wyprzytulał obie, pogadał, streścił co i jak, a ja podskórnie czuję, że się jakaś wódeczka powitalna kroi.
Stęskniłam się za jego melodyjnym głosem, wiecznie roześmianym spojrzeniem (no chyba, że w pobliżu jest Ola) i śmiechem, który mógłby trwać i trwać...
Nie muszę więc chyba tłumaczyć, że fajny ten dzień, co? ;)
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
2 komentarze:
Aha, ;-)
pzdr
:)
Od-pozdrawiam ciepło
Prześlij komentarz