poniedziałek, 20 września 2010

zimno-ciepło-zimno-ciepło, ciepło-zimno-ciepło-zimno

Skostniałe palce same garną się do kubka parującego gorącą herbatą słodką, cytrusową, która złocąc się, stanowi ostatnią deskę ratunku przed nieuchronnym zamarznięciem, gdyż akademik nadal nieogrzewany, staje się lodowym królestwem, w którym prym wiedzie orkiestra apsik- apsik, wspierana chórem kasłających tenorów, basów i innych altów zaczerwienionych, z miłym zawodzeniem gdzieś w tle szczękających zębów. Zima już? Czy tylko mi się wydaje?

Wyszperane w sieci :)

Zza okna dobiega moich uszu głuche pohukiwanie wiatru, jakieś liście uniesione aż na wysokość czwartego piętra odbijają się od szyby z łoskotem, który momentami przestrasza, chwilami ściąga moje myśli nieprzytomne z marzeń, bajań i rojeń do przyćmionego wnętrza 418. Pokój umoczony w zmysłowym półświetle, skropiony zapachem przypraw korzennych, przypominać zaczyna dawną ostoję, jakby ostatnim tchnieniem jesiennej aury luksusu zdławić chciał żal nieuchronnego rozstania, które lada dzień nastąpić powinno, nastąpić musi; pokój oczekuje...

To będzie pierwsze zatłoczenie od jakiegoś czasu, pierwsze zbiorowisko towarzyskie od mojej decyzji o wycofaniu się w cień - z jakimż to sprytem wydumała Malutka, że ci, którym na niej zależy pojawią się lub odezwą, zadzwonią czy najzwyczajniej w świecie odwiedzą w bliskiej perspektywie czasowej, a jeśli jedynie cisza z ich strony da się uszom mojej duszy wysłyszeć - znajomości podtrzymywać nie będę, bo wszystko prędzej czy później umiera śmiercią naturalną, nawet moje kontakty z innymi ludźmi (choć nieskromnym było by podejrzewać, że tak się dzieje tylko w moim wypadku, prawda to wszak wszech-obowiązująca).
Jeden króciutki sms, narady z Aneszką i dwa słowa kluczowe: posiadówka, wino. Możliwość pojawiła się zupełnie niespodziewanie: Ewka przybywa z wojaży, których geograficznie umiejscowić nie sposób, bo wyprowadzka z Poznania urwała mi śledzenie poczynań tegorocznie wybronionej pani magister. W asyście Ewy zawita tu Przem, któregom ostatnim razem widziała w stanie zupełnego zamroczenia alkoholowego (jego zamroczenia, nie mojego), na urodzinach Izz, w skutki różnorakie brzemiennych, trochę rozrabiającego, ciut zaczepnego, ale przede wszystkim spragnionego miłości/ klejącego się do pań obecnych, do obecnych pań biustów się klejącego, a który Ewy przyjacielem jest najlepszym i nieodzownym kompanem wypraw do DS. Hanki.
Będzie też Michaszko porą późniejszą, po pracy, zaskoczony i bardziej niezadowolony niż zadowolony, ale cóż - okazja czyni złodzieja, czytać: Czesiek towarzysko zwierzem jest nieudomowionym i musi się sprawdzić, czy podoła czy nie podoła. Mam też nadzieję, że Izz zawita, choć jak ją znam (i wcale mnie to nie dziwi, bo z autopsji...), to padnie bidula, po robocie wykończona, podgrypiona w dodatku...
Chciałabym, żeby było miło, żadnych więcej aspiracji Malutka nie ma, tylko, żeby było miło...




Palce błądzić poczęły wokół szala i rękawiczek - szalem już szyję owinąwszy szczelnie, rękawiczkami przyodziewając siebie pospiesznie - jakoś przetrwamy, byle do piętnastego, listopada piętnastego... I włączą nam ogrzewanie, nam soplom akademickim.


Miłego wieczoru, Czytacze!

Ps. Rum, rum by się przydał...

Brak komentarzy: