Zza okna dobiega moich uszu głuche pohukiwanie wiatru, jakieś liście uniesione aż na wysokość czwartego piętra odbijają się od szyby z łoskotem, który momentami przestrasza, chwilami ściąga moje myśli nieprzytomne z marzeń, bajań i rojeń do przyćmionego wnętrza 418. Pokój umoczony w zmysłowym półświetle, skropiony zapachem przypraw korzennych, przypominać zaczyna dawną ostoję, jakby ostatnim tchnieniem jesiennej aury luksusu zdławić chciał żal nieuchronnego rozstania, które lada dzień nastąpić powinno, nastąpić musi; pokój oczekuje...
To będzie pierwsze zatłoczenie od jakiegoś czasu, pierwsze zbiorowisko towarzyskie od mojej decyzji o wycofaniu się w cień - z jakimż to sprytem wydumała Malutka, że ci, którym na niej zależy pojawią się lub odezwą, zadzwonią czy najzwyczajniej w świecie odwiedzą w bliskiej perspektywie czasowej, a jeśli jedynie cisza z ich strony da się uszom mojej duszy wysłyszeć - znajomości podtrzymywać nie będę, bo wszystko prędzej czy później umiera śmiercią naturalną, nawet moje kontakty z innymi ludźmi (choć nieskromnym było by podejrzewać, że tak się dzieje tylko w moim wypadku, prawda to wszak wszech-obowiązująca).
Jeden króciutki sms, narady z Aneszką i dwa słowa kluczowe: posiadówka, wino. Możliwość pojawiła się zupełnie niespodziewanie: Ewka przybywa z wojaży, których geograficznie umiejscowić nie sposób, bo wyprowadzka z Poznania urwała mi śledzenie poczynań tegorocznie wybronionej pani magister. W asyście Ewy zawita tu Przem, któregom ostatnim razem widziała w stanie zupełnego zamroczenia alkoholowego (jego zamroczenia, nie mojego), na urodzinach Izz, w skutki różnorakie brzemiennych, trochę rozrabiającego, ciut zaczepnego, ale przede wszystkim spragnionego miłości/ klejącego się do pań obecnych, do obecnych pań biustów się klejącego, a który Ewy przyjacielem jest najlepszym i nieodzownym kompanem wypraw do DS. Hanki.
Będzie też Michaszko porą późniejszą, po pracy, zaskoczony i bardziej niezadowolony niż zadowolony, ale cóż - okazja czyni złodzieja, czytać: Czesiek towarzysko zwierzem jest nieudomowionym i musi się sprawdzić, czy podoła czy nie podoła. Mam też nadzieję, że Izz zawita, choć jak ją znam (i wcale mnie to nie dziwi, bo z autopsji...), to padnie bidula, po robocie wykończona, podgrypiona w dodatku...
Chciałabym, żeby było miło, żadnych więcej aspiracji Malutka nie ma, tylko, żeby było miło...
Palce błądzić poczęły wokół szala i rękawiczek - szalem już szyję owinąwszy szczelnie, rękawiczkami przyodziewając siebie pospiesznie - jakoś przetrwamy, byle do piętnastego, listopada piętnastego... I włączą nam ogrzewanie, nam soplom akademickim.
Miłego wieczoru, Czytacze!
Ps. Rum, rum by się przydał...

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz