wtorek, 28 września 2010

imigracyjne sprawy

każdy szuka sobie miejsca dla siebie.
każdy mości sobie prędzej czy później jakieś gniazdko.
a we mnie te potrzeby chyba na dobre zagasły.

jedynym czego tak naprawdę chcę jest święty spokój.

Dalszy ciąg bycia tragarzem: Aneszka legalnie zamieszkuje już pokój 215. Niby nam do siebie dalej, ale nadal blisko :)
U mnie w pokoju niezmiennie stoi wolne łóżko - co cieszy i krzepi, bo nie jestem w nastroju towarzyskim.
Już tęsknię za Kaziem, który zamieszka na razie z Aneszką.
Kazik to przecież najwierniejszy mój kompan tego wszystkiego, co się tutaj działo. Był zawsze. I dla mnie był zawsze. A teraz pewnie będę łapać się na tym, że chcę go wyjąć z klatki, a klatki nie ma...
Kazik - mój nielegalny imigrant ze sklepu zoologicznego...



żałobnie na zewnątrz i wewnątrz.

11 komentarzy:

soy :) pisze...

Sięgnęłam teraz ja do twojego archiwum i tak czytam i mamy całkiem sporo wspólnego:) szkoda tylko, że to boleśniejsze jest wspólne...

Malutka... pisze...

Soy, to, co boli, zawsze dłużej w człowieku siedzi. Czasem boję się myśleć, ile na tym blogu strachów siedzi między słowami - u Ciebie dostrzegłam to samo... Ale nie brakuje nam naszych małych radości i sukcesów - nie zapominaj o tym!!!
Buziaki ciepłe

soy :) pisze...

Za długo siedzi a potem męczy i nie daje za łatwo zapomnieć...Radości to ja chyba dawno nie widziałam;)

Malutka... pisze...

Nie powiem, że zapomnisz, bo to nieprawda. Ale nauczysz się wreszcie inaczej patrzeć.
Radość przyjdzie sama. Uwierz :)

soy :) pisze...

Posmutałam i pora zacząć nowy dzień ;)
Dzień dobry :)

Malutka... pisze...

To ja się do Ciebie ładnie uśmiecham :)
Będzie dobrze, Soy!!!

soy :) pisze...

:))))))
Musi być dobrze!!

Malutka... pisze...

No to się znów dogadałyśmy :DDDDD

soy :) pisze...

jakie my zgodne jesteśmy:)

Malutka... pisze...

I z tym się zgodzę! ;P

soy :) pisze...

hehehehe;)