Po ciężkiej nocy poprzedzającej Sylwester - nastąpiła kolejna ciężka noc... Fizycznie nie nadążam za wydarzeniami, więc moje oczy nadal są podkrążone, trapi mnie ziewanie nieustanne i ciało sprawia wrażenie ociężałego, sennego.
Finał imprezy przybrał dramatyczny wymiar... Karetka, szpital, akademik - aż kręci się od tego w głowie. Poprzedni post musiał zniknąć, ale chyba rozumiecie. Wierzę, że rozumiecie.
Dziś P. wróciła do domu. Mam Ją pod swoją pieczą. Taka odpowiedzialność zdecydowanie mnie przerasta, ale nie mam zamiaru umyć od niej rąk - zrobię wszystko, co w mojej mocy, a jeśli się da, to i więcej, by P. się polepszyło.
Do tego, w jakim położeniu znalazłyśmy się obie, można zaglądać przez wiele okien i dziurek od klucza. Nie ma jednego stanowiska, jednej poprawnej perspektywy, jednego sposobu na rozwiązanie problemu. Sieć zależności emocji, przekonań i argumentów rozsądkowych miesza się z oczekiwaniami, powinnościami i obowiązkami wobec siebie nawzajem, rodziny, znajomych... Nagle ta cała przynależność do społeczeństwa staje się piętnem, odciskającym się na wszystkich naszych działaniach...
Piszę tego posta dla mojej P. Być może lepiej zrozumie moje motywacje i sama odrobinę przemyśli swoją sytuację, może spojrzy na siebie z innej, unikanej do tej pory strony.
Ci, na których mogłam liczyć, gdy nie wiedziałam co robić - spisali się na medal.
I tak sobie myślę, że On miał rację, co do wczorajszej nocy. Świętowanie nadejścia Nowego Roku jest tak na prawdę świętem ku czci Nadziei. Bo przecież wczorajszy Sylwester oznaczał przejście z jednego etapu na drugi... A to, co ma nadejść, co się zmieni jest jeszcze zagadką. Wiara, że to, co przyniesie los będzie dobre, lepsze - jest wiarą krzepiącą, dającą siły. Nawet aspekt postanowień noworocznych potwierdza tę tezę: chcemy zrobić wszystko, by jakość naszego życia polepszyła się, by zmienić te złe nawyki, które w jakiś sposób nam szkodzą, przeszkadzają w rozwoju, stanowią barierę w dążeniu do zamierzonych celów.
Mój, właściwie nasz Sylwester był smutny. Tak On, jak i ja, byliśmy wytrąceni z równowagi poprzednimi wydarzeniami... Oboje jednak chcemy, by nadchodzące dni, te bliższe i te dalsze, dawały nam więcej satysfakcji, radości i szczęścia (nawet, jeśli nie potrafimy dokładnie sprecyzować czym ono jest).
Życzę wszystkim Czytaczom, aby Ten Rok stał się rokiem sukcesów w każdym wymiarze: prywatnym, zawodowym, rozrywkowym, naukowym. Doceńcie siebie i chwile, które macie, bo życie jest zbyt krótkie, by marnować z niego choćby 3 minuty ;)
Pozytywnie czuję w tle całokształtu mojego obecnego jestestwa ;)


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz