Znienacka mały chłopczyk w czerwonej kurtce i niebieskiej czapie wybiegł na tory... Widoczny z daleka, ze względu na rażące barwy stroju - na torach pojawił się nie wiedzieć jak... Tramwaj zahamował gwałtownie. Słychać było pisk szyn. Maszyną ostro szarpnęło - grupka stojący młodych ludzi legła plackiem na zaśnieżoną podłogę. Strach i panika omotały pasażerów w tzw. "try miga". Przerażone miny, urywane krzyki i podniesione głosy zamilkły, gdy motorniczy z hukiem wyszedł z wagonu - wyciągnął malca za fraki... Szczęściem chłopcu nic się nie stało - upadł (przypuszczam że się po prostu poślizgnął), ale tramwaj zatrzymał się jakiś metr od niego. Niebezpiecznie. Wyraz twarzy motorniczego był tą niesamowitą mieszanką strachu i wk***ienia. Tym razem nic się nie stało... Do następnego razu.
17 jest chwilowo tramwajem mi najbliższym. Za każdym razem, gdy spoglądam na miasto zza jej szyb, gdy przyglądam się pasażerom - dostrzegam coś nowego, coś wartego opisania, zapamiętania tym samym. Przygodę z dzisiaj chętnie wymazałabym jednak z pamięci - opisana jest ku przestrodze:
^ rodziców, by z uwagą pilnowali swoich pociech;
^ i ludziów wszelkiej maści, by nie leźli na łeb na szyję tam, gdzie jest zakaz; lub nie ścigali się z autami mającymi zielone światło na przejściu, gdzie dla przechodnia świeci jak byk czerwone!
(Pomyśleć, że jest jedno miejsce, gdzie też kieruję się minimalizmem zużycia czasu i na szagę, przez jezdnię, bez przejścia - podążam ku przystankowi autobusowemu - PODĄŻAŁAM - NIGDY WIĘCEJ!!!)
Dzień upłynął z trudem. Nie mogłam się dobudzić po całonocnej debacie z Nim. Ileż wysiłku kosztowało słuchanie Aureli z otwartymi oczyma... Tak się zastanawiam: czemu łatwiej się jej słucha mając oczy zamknięte? Ku mojemu wewnętrznemu oporowi i buntowi ogromnemu Aurela mówiła dziś z ładem i składem, panując na mimiką, tonem i gestykulacją. Zdania składały się w spoistą całość i zawierały niekryty sens i mądrość.
Jestem tym zawiedziona. Bo to było ostatnie zajęcia ze socjologii rodziny. Później już tylko koło zaliczeniowe. A ja nawet nie mam tu jakiejść cięte pointy na pożegnanie Aureli, bo akurat dzisiaj, na ostatnim naszym rande vous nie pochwaliła się niczym godnym odnotowania.
Teraz siedzę sobie w pokoiku, czekając na moje Smerfy dwa (Aneszka i On). Przede mną gruby Sztompka (znaczy podręcznik tegoż) i wielkie obowiązek przeczytania jakichś 17 stroniczek... Bleee...
Plan na wieczór - pójść spać odpowiednio wcześnie, by się obudzić na poranny wykład ;/ Ehh
Spokojnego wieczoru, moi Drodzy!
I dobranoc - to piszę Ja, Malutka, w imieniu Uszatka i własnym ;)


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz