Pobudka o nieludzkiej porze jednak się udała. Wstaliśmy na zajęcia przed 7. (Nie zrozumiem chyba nigdy możliwości ludzkiego organizmu - jak niektórzy ludzie radzą sobie ze wstawaniem dajmy na to o 5 rano?!). A potem wyruszyliśmy na zajęcia.
I buba: psychologia społeczna odwołana - pocałowałam klamkę.
Stwierdziłam, że wyruszę po wyniki mojej morfologii i tutaj pierwsza przygoda, właściwie cudo:
* pan motorniczy zwlekał ładnych kilka minut widząc, że na tramwaj spieszyła się młodziutka dziewczyna prowadząca ostrożnie staruszkę... miło była patrzeć na wdzięczność obu pań, ale też nie krytą radość z czynu motorniczego - nie raz zdarza się że tramwaj rusza dosłownie sprzed nosa... dla starszej pani znalazło się miejsce bez problemu w zatłoczonej 17, a opiekunka czule spoglądała na bezpiecznie usadowioną kobietę, sympatycznie strzelając urzekającym (nawet, a może zwłaszcza mnie) uśmiechem... piszę o tym dlatego, że sama pamiętam jak trudno było opiekować się chorującym Dziadkiem, jak trzeba było podpierać jego ciało z tyłu, by poruszyć nogi: kroczek do przodu i jakim sukcesem było 7 pełnych łyżek zjedzonej zupy... na takie rzeczy spogląda się z rozrzewnieniem i sentymentem (kiedyś muszę tu o Dziadku moim napisać)...
W tejże samej 17 miałam osobisty epizod przygodowy:
* stojąc tuż przy drzwiach motorniczego trzymałam się oparcia jednego z siedzeń, na którym majestatyczny pan lat około 40 wesoło spoglądając w moją stronę śpiewał: "Dobry Jezu, a nasz Panie, daj JEJ wieczne spoczywanie"- uznana za żywego trupa stwierdziłam w duchu, że wreszcie zupełnie obca mi osoba poznała się na tym, że w moim babskim ciele mieszka Czesław, pieszczotliwie zwany przeze mnie Czesiem ;P
Pokrzepiona tą jakże budującą pieśnią/ odą pochwalną naładowałam mój pozytometr do granic możliwości, że skala nie wystarczyła i raźno pomknęłam do przychodni po wyniki badań, ba, nawet zapisałam się do lekarza. Niestety wizyta nie odbyła się z mojej winy, gdyż spóźniłam się jakieś 7 minut, ale cóż, bywa. Zapiszę się na" kiedyś". Tak czy siak wydaje mi się, że badanie wyszło nieźle, choć 3 wartości mam poniżej normy, a jedną powyżej (na razie to jeszcze zagadka: o co w tym chodzi?):
- średnia masa hemoglobiny w krwince czerwonej - nie mieszczę się w przedziale 28 - 34, zniżając się do poziomu 27, 4
- średnie stężenie hemoglobiny w krwince czerwonej też nieco poniżej normy - nie łapię się między 31 - 36, zatrzymując się na 30,3.
- rozmaz: neutrocyty też ciut za nisko, żadno 37% - 80%, a ledwie 35, 7%
- a to co powyżej to rozmaz: limfocyty - przedział 10% - 50% przeskakuję o 7,4%.
Nie wydaje mi się to jednak niebezpieczne, stąd luz z przesunięcia wizyty na piątek :)
Za kilka minut będę się zbierać na podstawy socjologii, nie muszę chyba pisać, jak bardzo wolałabym posiedzieć sama w pokoju. Spokojnie delektować się swobodą myślenia o samej sobie w oderwaniu od rzeczywitości. Popijając kawkę, czytać ukradkiem Tuwima. I słychać jakiejść czarownej muzyki, może Lena Horn...
Wyszperane w sieci :)
Wyszperane w sieci :)Mam ochotę na nastrój romantycznej kawiarni w starym stylu... By czas choć na moment zatrzymał się lub choćby lekko zwolnił... I uwolnić się od tych wszystkich przytłaczających problemów i kłopotów starszych i bierzących. Lubię, gdy czasem wyjrzy ze mnie ta nieśmiała cicha radość i podziw dla spraw prostych, gdy maleńka rzecz cieszy bardziej niż ogromne pudła- niespodziewajki. Cicho, szeptem, bez poruszenia strun czasu, głosu, z pieszczotą... Ciepło, bezpiecznie i przytulnie, w świetle lampki, blasku świec...
O mały włos, a zapomniałabym o pewnym wyjaśniniu, które należy się kilku Czytaczom: nie będzie na blogu więcej szczegółów o sytuacji P. Tak postanowiłam, tak będzie rozsądniej. Bo nie chcę czuć się jak w potrzasku, a przez moment właśnie tak było.
Tamten post nie był po to, by komukolwiek coś udowodnić lub utrudnić. Był, bo ja tego potrzebowałam.
Wyszperane w sieci :)
Wyszperane w sieci :)Ale wszystko jest opanowane, zwłaszcza ja, więc nie ma sensu wklepywać kolejnych słów z tej kwestii, już nie trzeba.
Udanego popołudnia Wam życzę. Zajrzę tu jeszcze wieczorem.
Ps. Marta... mam tak jak Ty, że żal wolnego, ale perspektywa weekendowa musi mi, raczej NAM, wystarczyć ;)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz