piątek, 22 stycznia 2010

Krótko, zwięźle, domowo.

Jest już dość późno. Ciemno. I zimno.

Młody jest już po operacji - i mimo, że przepuklina to niby nic poważnego, to jednak dziwi mnie, że wypuścili go do domu ledwie 12 godzin po... Jest obolały, głodny i w ogóle, ale cieszy się domem.

Ja - skorzystałam z okazji i uciekłam od Poznania do domu. Zajmę się czymś konkretnym, mam sporo prac do pisania. I zaległości.
Jovan dzisiaj ze mną nie śpi - jako, że dzielę pokój z Młodym, to lepiej dodatkowych zarazek nie sprowadzać. Ale mądre oczy mojego psa wyrażają smutek i powagę - wie, że Młody jakiś inny niż zazwyczaj.

Co do mnie? Chyba znów lekko nałożyłam maskę... Chyba przyczaiłam wszystko na dnie. Mój paskudny nastrój znów skrył się pod powagą, obojętnością i "czarnym poczuciem humoru". Jest jak jest. Na razie stopuję. Spróbuję przestać myśleć. Wypocząć choć na trochę.


Ps. PKP robi sobie jaja z pasażerów - moja osobówka miała dziś otwarte wszystki drzwi, częsci okien nie dało się podomykać i generalnie PUPA odpadała z zimna, a włosy zdobiły kryształki lodu. Horror, a do tego 67 minutową trasę pokonaliżmy w ponad 2 godziny ;/;/;/ Myślałam, że zamarznę i nie dożyję ciepła, które zapewniała fura Radka.

Dobrej nocy.

Brak komentarzy: