Skończyłam pisać zaliczeniówkę ;) Więc przybywam tutaj, do mego królestwa, którym władam dyktaturnie i tyrańsko (czy jakoś to tak miało być), żeby odsmęcić wczorajszego smęta.
Dziś było pracowicie, choć nie do końca. Dałyśmy radę obejrzeć z Aneszką film, zjadłyśmy u Przemka uroczysty 9jak on to powiedział altruistycznie zupełnie zgotowany) obiad, a w międzyczasie byli goście- przeszkadzcze.
Od 2 dni nie wynurzyłam się poza akademik. Jest zima ;) Dzisiaj z nieba leciał puch, same pióra... tak gęsto i śnieżno- biało za oknem. Piękny widok, jak z bajki o Dziewczynce z zapałkami. A że okno było jak szeroko otwarte na świat - śnieg padał nam radośnie do pokoju.
Kaź ma przemeblowanie. Wyjęłam kołowrotek, bo jak zaczął biegać wczoraj o 22, to do południa dzisiaj nie odpuszczał, więc z troski niekłamanej o jego zdrowie - przyrząd tortur usunięto ;) Zobaczymy czy da nam spać w nocy czy będzie dokazywał w akcie sprzeciwu i buntu. Ehhh...
A poza tym - jestem wykończona, ale już mam to z głowy.
Jutro mam zamiar czerpać z życia i korzystać i bawić się.
Dobranoc...

2 komentarze:
Trafiłam zupełnie przez przypadek, w przerwie nocnej "nasiadówy naukowej" ;-)) i już mi się podoba, zabieram się za czytanie starszych notek, jeśli pozwolisz :)) A śnieg...wprawdzie jest piękny, ale za oknem... gorzej niestety z rannym poniedziałkowym dotarciem do celu ;)) //Pozdrawiam serdecznie! merylin-mongol.bloog.pl
Życzę przyjemnej lektury i miło mi gościć, choćby przez chwilę ;)
Prześlij komentarz