Wszystko nagle zmieniło bieg. Wszystko się wali. Wszystko przede mną ucieka, przeze mnie umyka, gdzieś, w nicość...
Jestem już w domu. Cały dzień trzymałam się dzielnie. Cały dzień, starałam się nie pozwolić sobie na smutek i przygnębienie. Cały dzień cieszyłam się tym, co jest moje naprawdę.
Do tego wiosna taka piękna. Opaliłam się nawet trochę. Dwie godziny przesiedziane na parapecie, w moim pokoiku na 3 piętrze zaoowocowały zaczątkami piegów i lekkim zarumienieniem twarzy. Nie było angielskiego, mogłam sobie poleniuchować. A, że przez calutką noc nie zmrużyłam oka - przydała się taka chwila wytchnienia.
Co by się nie stało - kocham... Życie - wszystko zależy od nas :) Życie - wszystko ma jakiś poplątany sens :)
Nauczę się kiedyś wszystkiego, nawet Ciebie!!!
Choć teraz mi trudno...
Na szczęście jestem już w domu, z mamą i tatą. Na szczęście mój Jovan zdołał mnie wykończyć na spacerze. Na szczęście drzewa znów zielenieją, a z gąszczu trawy wychylają się żółte główki mleczy... Taki tu spokój, taka cisza. I przyleciał pan bocian - bocianowa dotrze w przeciągu tygodnia z pewnością :) :) :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz