wtorek, 14 kwietnia 2009

Burza...

      Nie wiem, czy coś złego się dzieje ze mną, ale mam bardzo zmienne nastroje - nawet nie huśtawkę, ale cały diabelski młyn... Od: czuję się cudownie, podbiję świat i oko niejednemu kretynowi, który akurat postanowi stanąć na mojej drodze, po: jestem do niczego, z wygrawerowanym na czole napisem: "Zdepczcie mnie, łaknę uniżenia". 

      Ale o nastroju własnym nie wypada pisać za dużo. Brązowooka pojechała do Wrocławia. I jest mi... przykro. Jej wizytę należy zaliczyć do bardziej niż bardzo udanych. Po pierwsze Batmanka (to taka jej akceptwana w rodzince ksywka użytkowa) była jak zwykle takim chochlikiem wesołym. Po drugie ja chyba naprawdę nie potrafię już być zamkniętą w sobie osobą i pasowały mi te wszystkie Batmankowe psoty i wygłupy. Po trzecie - wreszcie się śmiałam szczerze. Hihi, zwłaszcza wtedy, gdy pod takim specyficznym domem, zamieszkałym przez dwóch przeagresywnych nałogowych alkoholików, zaczęła śpiewać nasz hymn narodowy, na cały głos, wyraźnie akcentując słowo: Polska - i tak przez dobre 5 minut :) :) :D

      A to Brązowooka :)

      Ciągle bywam w szpitalu u wujka. I dobrze. Bo dobrze mi tam :)

      Poza tym nadal trawią mnie wątpliwości a propos Jego. Jestem wściekła, ale to moja sprawa, nie Jego. Nienawidzę różnic w postrzeganiu świata i idei związku. I tego, że ja o Nim myślę i tęsknię, a On nawet nie odczuwa potrzeby odezwania się głupim smsem. Właściwie, jemu starczyłoby oznajmienie mi kiedy przyjedzie i tyle, nawet za rok... Dostrzegam tu sporą dozę iluzji... Choć może to jakaś fatamorgana? Jestem i mnie nie ma. Dobra. Pasuję. 

      Aha: pochwała zieleni gotowa - Nieznajomy/ Znajomy kupił tekst na transparent - hurrra - jestem tekściarą transparentową :D:D:D

Brak komentarzy: