środa, 22 kwietnia 2009

Nie wiem. :*

Uważam, że to najlepszy tytuł, jaki mogłam nadać temu postowi: "Nie wiem". Ale o co chodzi? Dzisiejszy dzień trochę mnie zaskakuje. Jeszcze się nie skończył, więc nie wiem, czego się spodziewać. I nie wiem, co z tego wynika.

Bo tak: najpierw był wykład z historii, na który nie wiem po co ludzie chodzą: no bo chyba nie po to, żeby opowiadać sobie o tipsach, wyprzedażach i jeszcze innych bzdurach kosmetyczno- zakupowych???!!! Wściekłam się. Nie mogłam znieść tego, że nie słyszałam, co psorka mówiła, a temat wykładu należał do tych, które mnie interesują: polskie dokumenty, polskie kwestie w największych zagranicznych archiwach. Zamiast afer politycznych - bźdźiągolenie babskie w najgorszym wydaniu dwóch tlenionych (choć może się mylę) pań w mikro- mini... No i się skończyło chamskim, wrednym tekstem: "Przepraszam, że przeszkadza Wam, że ktoś tu słucha, ale nie Was, tylko pani profesor, ale się NIE krępujcie! Następnym razem usiądźcie przy biurku, będziecie już zupełnie w centrum uwagi!"... Chyba nie przesadziłam aż tak bardzo? ;)

Potem były ćwiczenia, ale z racji spraw wielkiej wagi państwowej, pan doktor zezwolił na opuszczenie zajęć z uśmiechem i życzeniami powodzenia. Aaa, i jeszcze obiecał kciuki trzymać i powiedział, że nieobecności nie wpisze :) :) :) A ludzie/ studenty mówią, i mówią uczenie, że z wykładowcami dogadać się to cud - a tu proszę, jak się wszystko ładnie udało. Nic tylko się cieszyć i cieszyć... No to się cieszę :) I nie wiem, jak tu narzekać. Tylko zajęć z teorii literatury szkoda, bo ciekawe... Nic to :) Pan dochtor obiecał na maila wszystko przesłać, co istotne :)

Kolejny "nie-wiem" epizod: poznałam dzisiaj Bułgarkę - nie wiem jak i dlaczego. Dziewczyna 4 dni temu brała ślub i nie wiem czemu dziś pojawiła się na swoim wydziale... I tylko dodała, że swojego męża poznała śpiewając w chórze... Hihi... Nie wiem czemu, ale mi sie ta historia spodobała ;)

I ostatnie "nie wiem czemu?", ale kiedy ja mam dobry nastrój, tryskam humorem, żartuję z wszystkiego, a najbardziej to z siebie - to większosć moich bliskich znajomych ma dołek, a co gorsza powody do posiadania tego dołka: przesławna Ewa i przekochany Michaś, tylko o Jego samopoczuciu nic nie wiem, ale myślę optymistycznie. Tylko Nieznajomy/ Znajomy dał mi dzisiaj kwiatka na dobry dzień (prawie wieczorem) :) I jak tu nie garnąć się do ludzi?

Ps. Marta, nie było listy na historii :D

Brak komentarzy: