Siedzimy z Jovanem w pokoju i rozmyślamy.
Głosy o pokrakowości były dziś głośniejsze - święcenie pokarmów przy licznym udziale parafian. Ehhh, wesołych Świąt...
Na szczęście dom gotowy, jedzonko też, nastroje - raczej pozytywne. Jutro wizyta w szpitalu. No i przywiozą Mongolską Brązowooką. Jakoś nie jestem z tego powodu super zadowolona, ale - przynajmniej się nudzić nie będę.
Wysłałam mailem wniosek o wymianę. Jeśli się zgodzą - przez okres próbny (wakacje) będę się szlifować w Hameryce Piknej. A potem może uda się zostać na rok. Miałam się rozwijać - no to się rozwijam :) I podoba mi się myśl, że mogłabym biegać między tymi szklanymi domami i patrzeć na te "cuda" z bliska :) Decyzja podjęta, do 11 maja czekam na odpowiedź.
I tylko jakoś tak mi smutno, bo chciałabym już sama sobie szykować Święta. No, nie tylko sobie. I lekko się tęsknota wdziera do moich myśli. Chciałabym zobaczyć Jego. Przytulić się i zapomnieć, że tak rzadko mamy do tego okazję...
Problem dnia: jak przenieść stolicę do Krakowa???
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz