Wróciłam z zajęć. Wróciłam ze szpitala. W ogóle wróciłam. Do życia. Do gry. Do wszystkiego. I do niczego zarazem, niczego konkretnego.
Dni mijają mi szybko. Tyle, że nadal nie mogę przespać całej nocy. Zasypiam nad ranem - i okazuje się, że pora już wstać. Poza tym - tracę i odzyskuję apetyt - na zmianę. Fizyczne to wszystko, wręcz fizjologiczne, gdyby dodać kilka innych szczegółów...
Przynajmniej mam dobry humor. Zrobiłam kilka głupot. Porozmawiałam z ciekawymi ludźmi. Zbliżyłam się do Kwadratowych. No i użądliła mnie osa... Pierwsza w tym roku. I od razu atak. Od razu natarcie. I palec spuchnięty nadal, a przecież to było wczoraj.
A propos wczoraj - miałam tatę tylko dla siebie. Spędziliśmy kilka bardzo przyjemnych godzin błądząc po mieście. Pochłaniając lody, pijąc kawę. Rozmawiając. I słuchając siebie nawzajem. Czas tak szybko zleciał. Chciałabym tak częściej... Bardzo bym chciała...
Myślę sobie, że w relacjach z ludźmi najważniejsze jest, by słyszeć, co mówi ta druga osoba. Można słuchać, ale nie słyszeć. Horyzontalne to. A może tylko powiedziane/ napisane na pokaz?! Wydaje mi się, że kiedy jestem z kimś, kto zakłóca moje myśli, wybija mnie z rytmu przekazywania informacji - to taki ktoś zupełnie mnie ignoruje. Skrawki rozmów. Skrawki myśli. Żadnej większej, głębszej całości, sensu, może nawet prawdy.
Lody czekoladowe i miętowe - gałkowe są przepyszne.
Przestałam czytać Małego księcia... Po prostu. Bez powodu. Bo tak czuję. Bo nie powinnam brnąć w niego dalej.
Chyba się położę spać. Dobranocki
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz