Miał być tydzień z Nim - nie będzie. Miało być morze - nie będzie. Miałam być szczęśliwa - jestem bezradnie załamana.
Zawsze, kiedy pojawia się wizja czegoś cudownego - coś się wali, coś to psuje.
I teraz tylko siedzę, gapiąc się w sufit, dławiąc szloch i tamując łzy. I teraz tylko myślę o Nim - jak miało być i jak nie będzie. I teraz tylko powstrzymuję się, by nie zrobić czegoś głupiego. I teraz tylko będę się hamowała, by nie wyżywać się na innych.
A wszystko przez jeden wieczorny wykład (17.00 - 18.30; a pociąg miał być o 17.55 :/ ) w czwartek 30 IV 2009... Przez jeden głupi, nudny, beznadziejny wykład, którego ze wszystkich zajęć nienawidzę najbardziej. Przez wykład pozbawiony choćby odrobiny sensu, odrobiny pasji, odrobiny pożyteczności. Ale przez wykład, na który muszę chodzić! Muszę, bo inaczej roku nie zaliczę... Studia bywają beznadziejne...
Tak bardzo mi przykro. Tak bardzo źle. Tak bardzo...
1 komentarz:
No to niech Cię ktoś wpisze, co za problem?
Prześlij komentarz